dnd, d&d dungeons and dragons
 
Krzyż Serca Jezusowego . Laudetur Iesus Christus et Maria semper Virgo!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Kategorie Newsów ˇ album zdjęć ˇ Szukaj ˇ Linki ˇ Forum
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Magisterium Kościoła
Pius XI
Pius XII
Benedykt XVI
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Różaniec łacińsko-polski.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Mysteria Sacratissimi Rosarii
Mysteria Gaudiorum
Mysteria Dolorum
Mysteria Gloriae
LITANIAE LAURETANAE
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Oremus
Modlitwy ku czci Jezusa Chrystusa
Litanie ku czci Jezusa Chrystusa.
Modlitwy do Jezusa Miłosiernego. .
Modlitwy do Św. Aniołów .
Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Św. Ojciec Pio
Ojciec Pio - antymodernista
nowenna do Ojca Pio
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
NOM Msza-modernistyczna.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Video
Jasnogórska Stajenka
Benedykt XVI Częstochowa
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Kyrie eleison.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 38
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: jurek64
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
tłumacz
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
English
translate
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Święci i Święte Boże
1 listopada: Uroczystość Wszystkich Świętych, a nie „święto zmarłych”



Tu podaj tekst alternatywny



1 listopada jest dniem radości, a nie żałoby. Kościół katolicki w tym dniu uroczyście czci znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych świętych.

Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest - wbrew spotykanym opiniom żadnym: "Świętem Zmarłych". Taka wersja obchodzenia tej uroczystości jest dziedzictwem epoki komunizmu.

Kościół cieszy się, że bardzo wielu zmarłych przebywa u Boga w niebie. Podkreśla w tym dniu, że wszyscy są powołani do świętości i każdy z nas ma na to szansę.

Uroczystość Wszystkich Świętych jest jednym z najbardziej radosnych dni dla chrześcijan. W ciągu roku niemal każdego dnia przypada wspomnienie jednego lub kilku świętych znanych z imienia. Jednak ich liczba jest znacznie większa. Wiele osób doszło do świętości w zupełnym ukryciu. 1 listopada Kościół oddaje chwałę wszystkim świętym, tym oficjalnie uznanym i wyniesionym na ołtarze jak i tym, których nikt nie zna z imienia.

Dzień 1 listopada przypomina prawdę o powszechnym powołaniu do świętości. Każdy z wierzących, niezależnie od konkretnej drogi życia: małżeństwa, kapłaństwa, bycia zakonnikiem, czy życia w samotności, jest powołany do świętości. Tej pełni człowieczeństwa nie można osiągnąć własnymi siłami. Konieczna jest pomoc łaski Bożej i współpraca człowieka z łaską.

Uroczystość Wszystkich Świętych zdecydowanie różni się od Dnia Zadusznego (wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych) przypadającego na 2 listopada. Uroczystość przypadająca 1 listopada wyraża powszechne powołanie do świętości. Wskazuje na hojność Pana Boga i pogłębia nadzieję, że wszelkie rozstanie nie jest ostateczne, bo wszyscy są zaproszeni do domu Ojca.

Razem jednak Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny przypominają prawdę o wspólnocie Kościoła, obejmującej świętych w niebie (Kościół Tryumfujący), pokutujących w czyśćcu (Kościół Cierpiący) i żyjących jeszcze na ziemi (Kościół Wojujący). Wśród tych trzech stanów Kościoła dokonuje się, poprzez modlitwę, pamięć czy ofiarę, ciągła wymiana dóbr duchowych. W tej łączności (komunii) wyraża się Świętych Obcowanie.

Wspomnienie wszystkich świętych ma źródło w kulcie męczenników. W rocznicę śmierci, która dla chrześcijan jest dniem narodzin dla nieba, odprawiano na grobach męczenników Eucharystię i czytano opisy męczeństwa. Pamięć o tych, którzy krwią potwierdzili swoją wiarę, była w pierwszych gminach chrześcijańskich pieczołowicie przechowywana. Każda z lokalnych wspólnot posiadała spis swoich męczenników, którzy przez sam fakt męczeństwa stawali się bliskimi Chrystusa. Dlatego ich wstawiennictwo nabierało szczególnej mocy. Stopniowo do tych list dopisywano imiona nie tylko męczenników, ale też innych osób odznaczających się szczególną świętością. Pierwszym świętym spoza grona męczenników był zmarły w 397 r. biskup Marcin z Tours.

Początki uroczystości Wszystkich Świętych sięgają IV w. W Antiochii czczono wtedy pamięć o bezimiennych męczennikach, których wspominano w niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego. W Rzymie w VII wieku papież Bonifacy IV poświęcił dawny Panteon i uczynił go kościołem ku czci Bogurodzicy oraz wszystkich Męczenników. Polecił przy tej okazji umieścić tam kamienie przywiezione z katakumb chrześcijańskich męczenników. Historycy przekazują, iż przywieziono wtedy aż 28 pełnych wozów. Z rocznicą tych wydarzeń związane było rzymskie święto Wszystkich Świętych. Czczono wtedy jedynie Maryję i męczenników. W późniejszych wiekach dołączono kult "wszystkich doskonałych Sprawiedliwych". Obchody przeniesiono z 13 maja na 1 listopada. Powodem były prawdopodobnie trudności z wyżywieniem rzesz pielgrzymów przybywających do Rzymu na wiosnę.

Listopadowa data była już znana w Irlandii oraz Anglii a od VIII w. święto rozprzestrzeniło się w całej Europie. Po ostatniej reformie liturgii teologowie podkreślają, że "uroczystość obejmuje nie tylko świętych kanonizowanych, ale wszystkich zmarłych, którzy osiągnęli doskonałość, a zatem także zmarłych spośród krewnych i przyjaciół".

W odróżnieniu od tej uroczystości, następnego dnia - 2 listopada - wspomina się wszystkich wiernych zmarłych. Jest to dzień modlitwy za tych, którzy cierpiąc w czyśćcu przygotowują się do chwały nieba.




Za stroną
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Halloween - okultyzm
x. prof. Aleksander Posacki SJ - Diabelskie sieci na nasze dzieci cz. 1


Coraz więcej dzieci, młodzieży, a także studentów jest zniewolonych duchowo. Korzystają z pomocy egzorcystów pomiędzy jedną a drugą lekcją lub bezskutecznie wałęsają się po klinikach psychiatrycznych, spotykając się ze szczerą bezradnością psychiatrów i terapeutów. Tymczasem liberałowie (w tym lewicujący, powierzchowni i niedouczeni katolicy), ateiści, wolnomularze, materialiści i sataniści – wszyscy zgodnie i od lat z uporem maniaka, jak nakręceni – serwują naszym dzieciom (w tym coraz częściej przedszkolakom) okultystyczne i satanistyczne rytuały, które w uproszczonej i szczątkowej formie kultywowane są podczas strasznego i niebezpiecznego “święta” Halloween, wywodzącego się z pogańskiego celtyckiego święta ku czci boga śmierci – Samhaina.

W okultystycznej powieści “Harry Potter”, rozpropagowanej przez amerykańską masonerię, nieprzypadkowo spotykamy Halloween jako jedno z najważniejszych świąt, celebrowane uroczyście jako Noc Duchów, co oznacza jednocześnie propagandę śmiercionośnego spirytyzmu, otwierającego na opętanie. Znaczenie tego dnia było szczególne w szkole Hogwart, gdyż, jak pisze w słowniku potterowskim A. Polkowski, tłumacz powieści J.K. Rowling: “W Hogwarcie w Noc Duchów odbywała się uczta w odpowiednio udekorowanej Wielkiej Sali” (A. Polkowski, J. Lipińska, Tezaurus, Harry Potter I-VII, Warszawa 2008, s. 232).

W podobnie uroczysty sposób (co wielu upartym pseudokatolickim liberałom powinno dać do myślenia) Halloween “świętują” wszelkiego rodzaju sataniści. Według satanisty A. La Veya, założyciela Kościoła Szatana, “zaraz po dniu własnych urodzin dwoma najważniejszymi świętami są: Walpurgisnacht (Noc Walpurgii) i Halloween (lub wigilia Wszystkich Świętych)” (”Biblia Szatana” wydanie polskie, s. 110-112). Jak pisze dalej, pochodzi ono z czasów druidów, ale “w Szkocji święto to połączono z okresem, w którym duchy zmarłych, demony, czarownice i czarownicy byli szczególnie aktywni” (tamże). W tym czasie duchy, czarownice i demony mają szczególną moc – dodaje La Vey. Tu La Vey mówi prawdę. Oczywiście, że mają szczególną moc, jeśli znajdą się w polu zainteresowania, jeśli będą przywoływane, jak to dzieje się w wigilię 1 listopada czy w nocy z 31 października na 1 listopada – w Halloween.

Pomimo faktu, że La Vey na poziomie deklaracji odżegnuje się od realnych ofiar z ludzi, wiemy z całą pewnością (na podstawie licznych świadectw byłych satanistów nawróconych na chrześcijaństwo), iż w owym dniu czy nocy składane są ofiary rytualne z małych dzieci. Jest to dosyć powszechne w odwiecznej tradycji satanizmu. Chodzi tu najczęściej o noworodki, które kobiety z grup satanistycznych rodzą specjalnie w tym celu (co również wiadomo ze świadectw nie tylko naocznych świadków, ale też bezpośrednio od osób, które wcześniej to praktykowały). W tym kontekście satanistycznego charakteru nabiera także śmiertelny grzech tzw. aborcji, który nie jest tylko grzechem przeciwko piątemu przykazaniu Dekalogu, ale może być interpretowany także jako grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu (taka jest ranga teologiczna satanizmu), który jest grzechem większej rangi, ściągającym biblijne “przekleństwo” na każdego, kto dopuszcza się podobnych potworności.

Wspomniani sataniści-mordercy łączą te zbrodnie w Halloween z celebracją tzw. czarnych mszy i orgii seksualnych, związanych z inicjacyjnym jednoczeniem się z demonami.

Oswajanie dzieci z klimatem satanizmu

Profaniczny kult czarnej mszy oraz klimat satanizmu obecne są w kultowej kreskówce (przeznaczonej dla dorosłych, a oglądanej przez 80 proc. dziesięciolatków) pt. “Włatcy móch” (władca much jest jednym z określeń Belzebuba w Biblii). Roi się w niej także od niespotykanych nigdzie w takiej kumulacji wulgaryzmów i bluźnierstw (granica między jednym a drugim jest wąska, a czasami żadna). Jest ona propagowana pod egidą głównego bohatera “Czesia” (istnieją już sprzedawane dla dzieci maskotki tej postaci), który jest żyjącym na cmentarzu trupem, “zombie”, co także przywołuje tematy związane ze światem ciemności.

Podobnie jest z Halloween. W tym czasie dzieci przebierają się za śmierć, duchy, czarownice, nietoperze, czarne koty, gobliny, zombie, sowy, wampiry, duchy, demony czy za samego diabła. Znaczna część z tych postaci to w tradycji europejskiej symbole szatana i jego pomocników. Oznacza to dotykanie rzeczywistości niebezpiecznych duchowo, ponieważ identyfikacja z tymi postaciami nie musi być wyłącznie psychologiczna, ale może dotyczyć wymiarów duchowych. Albowiem przywołując w ten sposób – poprzez wyobraźnię – złe moce, nawet nie do końca świadomie, można się otworzyć na opętanie.

Nauka Kościoła o realnym istnieniu i podstępnym działaniu szatana jako bytu osobowego oraz o możliwości opętania diabelskiego jest oficjalną nauką Kościoła. Mówią o tym Kodeks Prawa Kanonicznego, Katechizm Kościoła Katolickiego oraz Nowy Rytuał Egzorcyzmów z 1999 r., czyli oficjalne dokumenty kościelne najwyższej wagi. Tyleż naiwne, co nieuczciwe bagatelizowanie istnienia i wpływu szatana przez niektórych katolików, nie wykluczając duchownych (zwłaszcza z kręgu “Tygodnika Powszechnego” i innych “katolickich” dodatków do “Gazety Wyborczej”), jest prywatną i do tego arbitralną opinią tych osób. Świadczy bowiem o ignorowaniu oficjalnej nauki Kościoła w tym względzie, a także o ogromnej i zawinionej ignorancji, gdy chodzi o działanie złego ducha w wymiarze praktycznym, egzystencjalnym i duszpasterskim.

Na szczęście na potencjalne złe skutki zabaw związanych z praktykami Halloween zwracali już wielokrotnie uwagę biskupi katoliccy z Polski, Włoch, Francji, a także rosyjscy duchowni prawosławni oraz przedstawiciele francuskiego Kościoła protestanckiego. Przeciw coraz modniejszemu “świętowaniu” Halloween występują zgodnie różne chrześcijańskie wyznania. Nie jesteśmy więc sami i niech nam nie wmawiają różni liberałowie, że nasze protesty są jakąś przesadą, bo wtedy jeszcze głośniej będziemy mówić o ich zdradzie, zwłaszcza jeśli będą występować jako chrześcijanie czy katolicy.

Rzymski Katolik
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Halloween - okultyzm x. prof. Aleksander Posacki SJ - Diabelskie sieci na nasze dzieci cz. 2

Konieczność jednoznacznego wyboru w sytuacji pomieszania pojęć

W zeszłym roku pisała słusznie J. Knie-Górna na temat Halloween w poznańskim “Przewodniku Katolickim”: “Osoba wierząca nie może być tolerancyjna wobec zła. We współczesnym świecie coraz częściej pod pojęciem tolerancja kryje się wiele działań, które nie tylko niszczą człowieka, ale też oddalają go od Boga. Obecne próby nacisku na łączenie Halloween z dniem Wszystkich Świętych są oczywistym przykładem kompletnego zagubienia duchowego oraz braku uporządkowania w sferze wartości religijnych” (”Przewodnik Katolicki”, listopad 2007).

Pomieszanie pojęć także w wymiarze religijnego synkretyzmu, któremu sprzyja nawet naukowe religioznawstwo (wyrosłe zresztą z teozofii), utrudnia egzystencjalne wybory w wymiarze wiary. Pomieszanie pojęć występuje w jeszcze większym stopniu w kulturze masowej, w popkulturze, w pismach kobiecych i ezoterycznych, które zyskują coraz większą popularność. Brak wyraźnego wyboru też jest wyborem, który popycha ludzi w stronę niebezpiecznych duchowych inicjacji, polegających na otwarciu się na duchowy świat.

Pisałem w tym samym poznańskim “Przewodniku Katolickim”, że interpretacja psychologiczna czy antropologiczna w przypadku Halloween z pewnością ma swoje miejsce (”cień”, “logika nocy”, celebracja “chaosu”, “dionizyjskie upojenie”). Nie jest ona jednak wystarczająca. Nie można bowiem pomijać czynnika realizmu, który może przebijać z tej mrocznej tradycji, będącej w istocie formą inicjacji w świat okultystyczny czy demoniczny. Tak jest pomimo tego, iż Halloween jest konstrukcją sztuczną i eklektyczną, co nawet może być jeszcze bardziej niebezpieczne, gdyż naprowadza skojarzeniowo na jednocześnie wiele typów niebezpiecznych tradycji, inicjacji i wierzeń. Czasem jest to także okazją do manifestacji niebezpiecznych społecznie obyczajów, jak np. w Nowym Jorku, gdzie są parady organizowane przez homoseksualistów, a najbardziej znana odbywa się w dzielnicy Greenwich Village.

Zresztą już same symbole czy raczej znaki, jak śmierć, krew czy duchy (np. przebieranie się w różne kostiumy ma na celu zmylenie duchów, które wedle tych wierzeń mają przychodzić ostatniego dnia października do ludzi), otwierają na rzeczywistość duchową, która przekracza wymiar psychologiczny, odnosząc się do sfery światopoglądu lub religii. Jest to forma inicjacji, ale w niewłaściwą stronę. Można mówić tu kontrinicjacji – o czym już wielokrotnie pisałem – jako rzeczywistości przeciwnej inicjacji chrzcielnej, z wszystkimi, tego faktu następstwami.
Jest to tym bardziej groźne, że Halloween łączy się z uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym i które sprowadzane są najczęściej jednostronnie do Święta Zmarłych. Temu pomieszaniu sprzyja kontekst semantyczny, gdzie angielskie “Hallowe’en” pochodzi od słowa “halow” – “święty”, zaś zupełnie podobnie brzmiące i posiadające ten sam rdzeń językowy to “All Hallows Eve” – “Wigilia Wszystkich Świętych”. Wszystko to powoduje wzmocnienie tradycji Halloween i jednocześnie osłabienie tradycji chrześcijańskiej w jej powadze i właściwym znaczeniu, np. przypomnienia teologii czyśćca i konieczności modlitwy za zmarłych, a nawet sprzyja sprowadzeniu jej na niewłaściwe tory niebezpiecznych skojarzeń, takich np. jak spirytyzm, niebezpieczna praktyka otwierająca na opętanie.

Zamiast wołania do Boga o zbawienie dusz, mamy więc wywoływanie duchów (taka jest definicja spirytyzmu). Zamiast modlitwy – mamy zaklęcia. Zamiast religii – magię. Zamiast łaski Bożej Ducha Świętego – narażanie się na agresję i niełaskę duchów nieczystych. Zamiast poważnych duchowych decyzji, mamy niepoważne igranie z zabójczym ogniem zwodniczych duchów. Tradycja Halloween popularna jest w Anglii (kolebce zachodniego spirytyzmu) i Ameryce, gdzie tradycje protestanckie nie znają czyśćca i nie mają dobrze rozwiniętych teologii pozagrobowych, co może być bardzo zwodnicze. W tym kontekście cytowany już A. Polkowski poucza dzieci czytające “Harry’ego Pottera”, iż “w Anglii istnieje tradycja, że w wigilię Wszystkich Świętych duchy zmarłych, które nie spoczęły w pokoju, nękają żyjących, by im ten spokój zapewnili” (A. Polkowski, J. Lipińska, dz. cyt., s. 231). Jednak w naszej tradycji życia pozagrobowego tylko złe duchy mogą nękać ludzi, często imitujące zresztą duchy zmarłych, co jest typowe dla spirytyzmu.

Słaba znajomość eschatologii katolickiej przez Polaków przywołuje także otwartość na doktrynę reinkarnacji – sprzeczną z dogmatem o zmartwychwstaniu – która zresztą często występuje w ideologii spirytyzmu. Problem reinkarnacji – jako jednego z rozstrzygnięć eschatologicznych – obecny w tradycji orientalnej, gnostyckiej i neognostyckiej, spirytystycznej i neopogańskiej, jest potężną propozycją światopoglądową, którą w Polsce i w Europie akceptuje ok. 25-30 proc. ludzi. Koresponduje to z badaniami przeprowadzanymi wśród polskich katolików, dotyczącymi kwestii życia po śmierci czy problemów eschatologicznych. Co do stosunku Polaków do kwestii eschatologicznych to z badań sondażowych przeprowadzonych w latach 90. i cytowanych przez ks. prof. J. Mariańskiego w 2001 r. wynika, że tylko około dwie trzecie Polaków wierzy w katolickie dogmaty eschatologiczne (nieśmiertelność duszy, życie pozagrobowe, niebo, piekło, Sąd Ostateczny). Z badań RAMP (Religious and Moral Pluralizm) wynika nawet, iż jedynie co czwarta osoba wierzy w katolicką interpretację tego, co przydarza się człowiekowi po śmierci. W tym kontekście reinkarnacja czy problematyczne, a nawet niebezpieczne duchowo teorie R. Mooddy’ego i E. Kübler-Ross (które także otwierają się na reinkarnację) dotyczące rzekomego “życia po życiu” mają sprzyjający kontekst dla przyjęcia.

Nieprzypadkowo więc Halloween obecny jest w domach kultury, szkołach, a nawet coraz częściej w przedszkolach i zwykle łączy się z propagowaniem okultyzmu (np. wróżbiarstwa). Zdarza się, że na takie imprezy zaprasza się zawodowe wróżki oraz innych okultystów (podobnie dzieje się w przypadku problematycznego zwyczaju zwanego andrzejkami). Różne formy okultyzmu wzajemnie się przyciągają. Badania naukowe wykazują, że żaden okultysta nie zajmuje się nigdy jedną formą okultyzmu, ale uprawia ich wiele, gdyż poszukując wiedzy i mocy, nie potrafi zatrzymać się, ale kierowany jest faustowskim pędem ku nieskończoności imitującej zbawienie. Pojawia się problem imitacji, czyli pomylenia oryginału z podróbką, tak nieuchronny w sytuacji pomieszania pojęć.

Tymczasem potrzebujemy egzystencjalnej decyzji dotyczącej zbawienia. Jasność obrazu ułatwia decyzję, która jest niezbędna w obliczu zbawienia wiecznego. Negacja grzechu, piekła i szatana – prawd teologicznych ściśle związanych ze sobą – może przeszkodzić w tym fundamentalnym, egzystencjalno-duchowym wyborze, który otwiera na działanie łaski. Te ważne dogmaty wiary są jednak banalizowane poprzez propagandę Halloween, także dlatego, że negowane są dużo wcześniej na poziomie teologii, a nie tylko praktycznych zachowań. Potrzebujemy więc przypomnienia nauki Kościoła w kwestiach eschatologicznych, rozeznania duchowego w oparciu o te prawdy ostateczne, a następnie właściwych wolnych decyzji, decydujących o życiu wiecznym, zbawieniu, wiecznej szczęśliwości. Przypomina nam o tym szczególnie święto Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny, czyli wspomnienie naszych drogich zmarłych, którym winniśmy modlitwę, a nie tylko zwyczajną wdzięczność.

Źródło informacji: BIBULA.com
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Halloween - okultyzm
Halloween: Oblicze neopogaństwa, okultyzmu

Wpływowy włoski ruch katolicki Stowarzyszenie Jana XXIII przestrzegł w sobotę, że obchodzone 31 października Halloween to święto pogańskie, sprzeczne z duchem chrześcijaństwa.

Zabierając jak co roku głos przed coraz popularniejszym we Włoszech Halloween, które – jak obliczono – będzie obchodzone przez 10 milionów ludzi w tym kraju, katolickie stowarzyszenie w wydanym komunikacie oświadczyło, że Halloween “zrodziło się jako kontynuacja kultu pogańskiego, który rozwinął się z czasem i powiązał się z praktykami ezoterycznymi i okultystycznymi”.

“Stoimy w obliczu swego rodzaju odrodzenia neopogaństwa, które jako takie jest w otwartej sprzeczności z duchem chrześcijaństwa” – ocenił katolicki ruch, który zwalcza między innymi sekty. Według jego szacunków 16 procent osób, które zbliżyły się do ezoteryzmu, zostało zachęcone właśnie podczas obchodów Halloween.

Stowarzyszenie Jana XXIII zaapelowało do młodych Włochów, aby w żadnym razie nie przyłączali się do żadnych inicjatyw związanych z tym dniem, gdyż – jak podkreśliło – “trzeba obalić ofensywę demonów”.

“Czy nasze społeczeństwo naprawdę potrzebuje tych przekazów, wychwalających grozę?” – zapytał szef ruchu Giovanni Paolo Ramonda.

“W czasie, który powinniśmy dedykować świętej pamięci naszych świętych, ludzie bezmyślnie urządzają czarne bankiety, kryminalne kolacje i popołudnia dla dzieci w makabrycznych maskach” – dodał katolicki działacz.

http://www.bibula.com/?p=27981
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Święto
Święto Chrystus Króla.










Ze światem, który nie chce uznać nad sobą rządów Boga i Jezusa Chrystusa, występuje do walki Chrystianizm, ażeby zasady sprawiedliwość i miłość wprowadzić nie tylko do życia prywatnego, lecz i społecznego oraz społecznego; w Chrystusie należy szukać pomocy do zwalczania zła. Przypominanie tej prawdy ma na celu święto Chrystusa Króla.
Obchodzi je kościół w ostatnią niedzielę października, bezpośrednio przed dniem Wszystkich Świętych i dniem Zadusznym, by uwydatniło się zjednoczenie wokół Chrystusa trzech odłamów Kościoła: TRYUMFUJĄCEGO, CIERPIĄCEGO I WOJUJĄCEGO.

We Mszy modli się Kościół, aby wszystkie ludy, powaśnione między sobą w skutek grzechów, zjednoczyły się w uznaniu przesłodkiego panowania Syna Bożego, który jako Baranek był zabity i godzien jest chwały najwyższej. Dogmatyczną podstawą majestatu Chrystusowego podaje Lekcja; Chrystus jako Bóg jest równy Bogu Ojcu we wszystkim, w stosunku do stworzeni jest ich przyczyną sprawczą i celem ostatecznym: Chrystus jako człowiek jest Głową Kościoła jednoczącą wszystko w Bogu.

Lekcja z listu św. Pawła Apostoła do Kolosan (Kol 1, 12-20)

Bracia: Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.
I On jest Głową Ciała - Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem [Bóg], aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego - i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.


Z Ewangelii wg św. Jana (J 18, 33-37)

Onego czasu: Rzekł Piłat do Jezusa: «Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?» Jezus odpowiedział: «Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?» Piłat odparł: «Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?» Odpowiedział Jezus: «Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd». Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?» Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu».




 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 


Encyklika
QUAS PRIMAS


do wszystkich Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszów, którzy pozostają w pokoju i jedności ze Stolicą Apostolską. O ustanowieniu święta Naszego Pana Jezusa Chrystusa Króla



Czcigodni Bracia,
Pozdrowienie i błogosławieństwo Apostolskie!

W pierwszej Encyklice, wydanej na początku Naszego Pontyfikatu do wszystkich Biskupów, zastanawiając się nad najważniejszymi przyczynami nieszczęść i patrząc, jak te nieszczęścia ciężko przygniatają ludzi i jak ludzie z nimi się zmagają, nie tytko - jak wiadomo - zaznaczyliśmy otwarcie, że tego rodzaju wylew zła dlatego nawiedził świat cały, gdyż bardzo wielu usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego; lecz także wskazaliśmy, że nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego. Wzywając tedy do szukania pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym, zapowiedzieliśmy, co zamierzamy uczynić, o ile Nam to będzie dane: mówiliśmy mianowicie, że w Królestwie Chrystusowym nie możemy skuteczniej przyczynić się do odnowienia i utrwalenia pokoju, jak przywracając panowanie Pana naszego. Tymczasem jaśniejszą nadzieję lepszych czasów obudził w Nas, czy to dopiero początkowy czy to już silniej rozbudzony zapał, jaki ogarnął narody dla Chrystusa i dla Jego Kościoła, tego jedynego sprawcy zbawienia; stąd też można było wnioskować, że przygotowuje się i dojrzewa powrót do posłuszeństwa u wielu z tych, którzy, wzgardziwszy panowaniem Odkupiciela, stali się wygnańcami z Jego Królestwa.

A czyż z tego, co było i działo się w ciągu św. Roku, a co zaiste jest godnym trwałego wspomnienia i wiecznej pamięci, nie miał Założyciel Kościoła bardzo wiele czci i chwały? Oto publiczna wystawa misyjna tak żywo przedstawiła umysłom i dała odczuć sercu ludzkiemu te trudy Kościoła, które podjął, aby Królestwo Oblubieńca codziennie coraz to dalej rozszerzać na wszystkie ziemie a nawet na najodleglejsze wyspy oceanu; dała poznać wielką liczbę krain, które dzielni i niezwyciężeni Misjonarze potem i krwią swoją pozyskali dla wiary katolickiej; uświadomiła niezmożone przestrzenie, które trzeba jeszcze pozyskać dla słodkiego i zbawiennego panowania Naszego Króla. A następnie jakiż to cel mieli ci, którzy wśród świętego czasu pod przewodnictwem swoich Biskupów lub Kapłanów do Miasta Wiecznego zdążali, jak nie ten, aby, należycie oczyściwszy duszę z grzechów, wyznać przed grobem Apostołów i wobec Nas, że są i pozostaną w Królestwie Chrystusa. Toż Królestwo Zbawiciela Naszego nowym jakimś zdało się zabłysnąć światłem wówczas, gdyśmy sześciu wyznawców i dziewic, po stwierdzeniu najznakomitszych ich cnót, zaliczyli w poczet Świętych. O, jakąż radością napełniło się serce Nasze, ileż pociechy doznaliśmy, kiedy w majestatycznej Świątyni Piotrowej po wydaniu uroczystego dekretu niezliczone rzesze wiernych wdzięcznym sercem śpiewały: Tyś Królem chwały, Chryste! Gdy bowiem wzniesione płomienie wzajemnej nienawiści i wewnętrznej niezgody gubią od Boga oddalonych ludzi i państwa i do ich zagłady się przyczyniają, to Kościół Boży, udzielając bez ustanku pokarmu duchowego ludziom, rodzi i wychowuje coraz to nowe zastępy świętych mężów i niewiast, a Chrystus tych, którzy Mu byli w Królestwie ziemskim wiernymi i posłusznymi poddanymi, nie przestaje powoływać do szczęścia w Królestwie niebieskim. Gdy poza tym w Roku Jubileuszowym przypada szesnastowiekowa rocznica Soboru Nicejskiego, tym chętniej poleciliśmy uczcić to dziejowe zdarzenie i Sami wspomnieliśmy o nim w Watykańskiej Bazylice, ponieważ Sobór ten orzekł i jako prawdę wiary katolickiej wiernym do wierzenia podał, że Jednorodzony Syn Boży jest współistotny z Ojcem, a zarazem, stawiając w skład wiary czyli Symbol słowa: "którego królestwa nie będzie końca", potwierdził królewską godność Chrystusa Pana.

Ponieważ więc Rok ów święty do wyjaśnienia Królestwa Chrystusowego niejedną nastręczył sposobność, sądzimy, że uczynimy rzecz zgodną przede wszystkim z Naszym Apostolskim urzędem, jeżeli przychylimy się do licznych próśb Kardynałów, Biskupów i wiernych, przedkładanych Nam czy pojedynczo czy zbiorowo, i ten właśnie Rok Jubileuszowy zakończymy wprowadzeniem do liturgii kościelnej szczególnego świata Pana Naszego Jezusa Chrystusa - Króla. Sprawa niniejsza tak serce Nasze raduje, iż pragniemy o niej z Wami, Czcigodni Bracia, nieco pomówić: Waszą zaś rzeczą potem będzie podać wiernym przystępnie do wiadomości, co o czci Chrystusa - Króla powiemy i przedstawić im to w ten sposób, aby przyszła doroczna uroczystość przyniosła im w przyszłości obfite korzyści.

Już od dawna weszło w powszechny zwyczaj, iż w przenośnym tego słowa znaczeniu nazywano Chrystusa Królem, a to z powodu najwyższego stopnia dostojeństwa, przez które przewodzi wszystkiemu i wszystkie stworzenia przewyższa. Mówimy przeto, iż Chrystus króluje w umysłach ludzi nie tak dlatego, że posiada głęboki umysł i ogromną wiedzę, ile raczej dlatego, że On sam jest Prawdą, a ludzie powinni zaczerpnąć prawdy od Niego i przyjąć ją posłusznie: mówi się, że króluje również w woli ludzi, nie tyle dlatego, iż nieskazitelna Jego wola ludzka zupełnie stosuje się do najświętszej woli Bożej i jej słucha, lecz, że On naszą wolną wolę nakłania i natchnieniem swoim sobie ją podbija, abyśmy się zapalili do najszlachetniejszych czynów. Wreszcie Chrystus Pan jest Królem serc z powodu swojej, przewyższającej naukę miłości(1), z powodu łagodności i słodyczy, którą dusze przyciąga do siebie; nie było bowiem i nie będzie nikogo, kto przez wszystkich byłby tak umiłowany, jak Chrystus Jezus. Lecz, jeżeli głębiej wnikniemy w rzecz samą, przekonamy się, że imię i władza króla we właściwym tego słowa znaczeniu należy się Chrystusowi - Człowiekowi; albowiem tylko o Chrystusie - Człowieku można powiedzieć, że otrzymał od Ojca władzę i cześć i królestwo(2), gdyż jako Słowo jedną i tę samą z Ojcem posiadający istotę, musi mieć wszystko z tymże Ojcem wspólne, a więc także najwyższe i nieograniczone panowanie nad całym stworzeniem.

Czyż nie czytamy na wielu miejscach Pisma św., iż Chrystus jest Królem? Nazwany On tam jest Panem, który z Jakuba będzie(3), który od Ojca postawień jest Królem nad Syjonem, górą świętą Jego i otrzyma narody dziedzictwo swoje i posiadłość swoją, kraje ziemi(4); pieśń zaś weselna w której pod figurą i podobieństwem nadzwyczaj bogatego i bardzo potężnego króla sławiony jest prawdziwy król izraelski, który przyjść ma, takie zawiera słowa: "Stolica Twoja, Boże, na wieki wieków; laska prawości, laska kró1estwa Twego"(5). Pomijając rozliczne tego rodzaju powiedzenia, znajdujemy na innym miejscu, jakby dla jaśniejszego uwydatnienia rysów Chrystusa, przepowiednię, według której Królestwo Jego nieoznaczone żadnymi granicami, przyczyni się do wzmożenia sprawiedliwości i dobra pokoju: Wznijdzie za dni jego sprawiedliwość i obfitość pokoju... I będzie panował od morza aż do morza: i od rzeki aż do krajów okręgu ziemi(6). Dodajmy do tego liczne przepowiednie proroków, a przede wszystkim tak znane Izajaszowe proroctwo: Maluczki narodził się nam i syn jest nam dany i stało się panowanie na ramieniu jego; i nazwą imię jego Przedziwny, radny, Bóg, mocny, ojciec przyszłego wieku, książę pokoju. Rozmnożone będzie państwo jego, a pokoju nie będzie końca: na stolicy Dawidowej i na królestwie jego siedzieć będzie, aby je utwierdził i umocnił w sądzie i w sprawiedliwości, odtąd i aż na wieki(7). Ale i inni prorocy nie prorokują inaczej niż Izajasza: jak Jeremiasz, przepowiadający płód sprawiedliwy, który powstanie z rodu Dawida; syn ów Dawida będzie królował i mądrym będzie i będzie czynił sąd na ziemi(8); jak Daniel, przepowiadający królestwo, które Bóg niebios sam ma założyć, a który się na wieki nie rozproszy... stać będzie na wieki(9), i nieco potem dodaje: Patrzyłem w widzeniu nocnemu, a oto z obłoki niebieskimi jako syn człowieczy przychodził, i aż do starowiecznego przyszedł i stawili go przed oblicze jego. I dał mu władzę, i cześć i królestwo, i wszyscy narodowie, pokolenia i języki służyć mu będą; władza jego władza wieczna, która nie będzie odjęta, a królestwo jego, które się nie skazi(10). Czyliż Ewangeliści święci nie uznali i nie potwierdzili, iż ziściło się to proroctwo Zachariasza o Królu łagodnym, wsiadającym na oślicę i źrebięciu oślicy, który wśród okrzyków radosnych rzeszy jako sprawiedliwy i Zbawiciel wjechać miał do Jerozolimy?(11) Ta zresztą nauka o Chrystusie - Królu, którą podaliśmy z ksiąg Starego Zakonu, nie zniknęła z ksiąg Nowego Testamentu; przeciwnie, znajduje w nich wspaniałe i jasne potwierdzenie. Wspomnijmy tylko, że poselstwo Archanioła, pouczającego Dziewicę, iż porodzi syna, któremu da... Pan Bóg stolicę Dawida ojca jego, i który królować będzie w domu Jakubowym na wieki, a królestwa jego nie będzie końca(12), sam Chrystus do swego panowania odnosił: czy bowiem w ostatniej mowie do ludu przemawiał o nagrodach i karach, które będą udziałem na wieki sprawiedliwych albo niesprawiedliwych, czy to gdy odpowiedział Staroście rzymskiemu, pytającemu Go publicznie, czy jest królem, czy to, gdy po zmartwychwstaniu dał Apostołom zlecenie nauczania i chrzczenia wszystkich narodów, Chrystus Pan korzystając z nadarzającej się sposobności i sam się Królem nazwał(13), i jawnie potwierdził, że jest Królem(14) i uroczyście oświadczył, iż daną Mu jest wszystka władza na niebie i na ziemi(15), którymi to słowy cóż innego oznaczył, jak nie jeno wielkość, potęgę i nieskończone trwanie Swego Królestwa? Czyż można zatem dziwić się, iż ten, który przez Jana zwany jest książęciem królów ziemi(16), a który temuż Apostołowi w owym widzeniu rzeczy przyszłych się objawił, ma na szacie i na biodrze swoim napisane: Król nad królami i Pan nad pany(17). Albowiem Ojciec postanowił Chrystusa dziedzicem wszystkiego(18); a ma królować, ażby przy końcu świata położył wszystkie nieprzyjacioły pod nogi Boga i Ojca(19). Gdy taka jest powszechna nauka ksiąg świętych, trzeba było, aby Kościół, to Królestwo Chrystusa na ziemi, przeznaczone oczywiście dla wszystkich ludzi całego świata, idąc za tą nauką, powitał Sprawce i Założyciela swojego w dorocznym okresie świętej liturgii, i uczcił go jako Króla i Pana i Króla królów przez dodanie nowej uroczystości. Zaiste, różnymi słowy, choć przedziwnie jedno i to samo oznaczającymi, wyrażał Kościół te objawy czci i dawniej w starej psalmodii i starych księgach obrzędowych i wyraża je obecnie w modlitwach publicznych, codziennie zanoszonych przed Majestat Boży i w niepokalanej ofierze Mszy świętej; łatwo też zauważyć można, że w tej czci, oddawanej Chrystusowi - Królowi, panuje przecudna harmonia między liturgią naszą a liturgią wschodnią, tak iż w tym wypadku sprawdza się owo zdanie: Modlitwa przepisana przez Kościół jest prawidłem wiary.

Na jakim zaś fundamencie spoczywa owa godność i owa władza Pana Naszego, dobrze określa św. Cyryl Aleksandryjski: Posiada On, jednym słowem, panowanie nad wszystkimi stworzeniami, nie wymuszone lecz z istoty swej i natury(20), to znaczy, że władza Jego opiera się na tym przedziwnym zjednoczeniu, które zwą hipostatycznym. Z tego wynika, iż Chrystus nie tylko ma być czczony jako Bóg przez aniołów i ludzi, ale, że aniołowie i ludzie posłuszni i poddani być mają panowaniu jego jako Człowieka: tj. iż przez zjednoczenie hipostatyczne Chrystus ma władzę nad wszystkimi stworzeniami. Cóż może być milszego i przyjemniejszego do rozważania, jak to, że Chrystus panuje nad nami nie tylko prawem natury Swojej, lecz także i prawem, które nabył sobie przez odkupienie nasze. Oby wszyscy ludzie, skłonni do zapominania, rozważyli, ileśmy Zbawiciela naszego kosztowali: Nie skazitelnym złotem albo srebrem jesteście wykupieni... ale drogą krwią jako baranka niezmazanego i niepokalanego Chrystusa(21). Już nie należymy do siebie samych, gdyż Chrystus zapłatą wielką(22) nas kupił; a ciała nasze są członkami Chrystusowymi(23).

Abyśmy zaś moc i istotę tego panowania określili, krótko powiemy, że składa się na nie trojaka władza, której, gdyby brakło, nie moglibyśmy nawet zrozumieć panowania. Świadectwa zaczerpnięte z Pisma św. o powszechnym panowaniu naszego Odkupiciela aż nadto dowodzą i musimy w to wierzyć niezachwianie, że Chrystus Jezus dany jest ludziom jako Odkupiciel, w którym pokładać mają nadzieję, ale zarazem jest On prawodawcą, któremu ludzie winni posłuszeństwo(24). Ewangelie bowiem nie tyle opowiadają o Nim, że ustanowił prawa, ile raczej przedstawiają Go, jak ustanawia prawa; o tych wszystkich, którzy przykazania Jego zachowywać będą, w różnych okolicznościach i w różnych słowach, mówi Mistrz Boski, iż dadzą oni dowód swojej miłości względem Niego i w miłości tej wytrwają(25). O władzy zaś sądowniczej, którą Jezus otrzymał od Ojca, sam mówi do żydów, oskarżających Go o znieważenie spoczynku sobotniego, gdy uzdrowił cudownie paralityka: bo Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszystek sąd dał Synowi(26). W tej władzy sądowniczej, jako rzecz nieodłączna od sądu, mieści się także i to, aby sędzia miał prawo nagradzania i karania ludzi jeszcze za ich życia. A ponadto przysługuje Chrystusowi władza tzw. wykonawcza, gdyż wszyscy rozkazów Jego słuchać powinni i to pod groźbą zapowiedzianych kar, których uporni uniknąć nie mogą.

Jednakowoż królestwo to jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych, co i słowa Pisma św., któreśmy powyżej przytoczyli, bardzo jasno wykazują i Chrystus Pan potwierdza swoim sposobem postępowania. Przy różnych bowiem sposobnościach, gdy żydzi a nawet sami Apostołowie błędnie sądzili, iż Mesjasz przywróci wolność i wskrzesi królestwo Izraelskie, zbijał to próżne ich mniemanie i nadzieję im odbierał; gdy otaczająca i podziwiająca Go rzesza miała Go ogłosić królem, uszedł i ukrył się, bo nie chciał imienia i czci królewskiej; przed Starostą rzymskim oświadcza, że królestwo Jego nie jest z tego świata. Jego bowiem królestwo, jak je Ewangelie przedstawiają, jest takie, że ludzie, którzy chcą należeć do niego, przygotowują się przez pokutę, ale wejść nie mogą inaczej, jak przez wiarę i chrzest, który, chociaż obrządkiem zewnętrznym się spełnia, oznacza jednak i sprawia wewnętrzne odrodzenie; królestwo to przeciwstawia się jedynie królestwu szatana i mocom ciemności - a wymaga od swych zwolenników nie tylko, aby, wyrzekłszy się bogactw i dóbr doczesnych, odznaczali się skromnością obyczajów i łaknęli i pragnęli sprawiedliwości, lecz także, aby zaparli się siebie samych i krzyż swój nieśli. Gdy zaś Chrystus jako Odkupiciel nabył Krwią Swoją Kościół, a jako Kapłan złożył ofiarę ze Siebie samego za grzechy nasze i wiecznie ją składa, komuż tu nie widocznym, że władza Jego królewska zawiera w sobie obydwa te urzędy i w nich ma udział? Błądziłby zresztą bardzo, kto odmawiałby Chrystusowi, jako Człowiekowi, władzy nad jakimikolwiek sprawami doczesnymi, gdyż Chrystus otrzymał od Ojca nieograniczone prawo nad wszystkim, co stworzone, tak, iż wszystko poddane jest Jego woli. Jednak, dopokąd żył na ziemi, wstrzymał się zupełnie od wykonywania tej władzy, a jak niegdyś wzgardził posiadaniem rzeczy ludzkich i nic troszczył się o nie, tak pozostawił je wówczas i dziś je pozostawia ich właścicielom. Co przepięknie wyrażają słowa: Nie odbiera rzeczy ziemskich Ten, który daje Królestwo niebieskie!(27) - Tak więc Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi - jak o tym mówi nieśmiertelnej pamięci Poprzednik nasz, Leon XIII, którego słowa chętnie tu przytaczamy: "Panowanie Jego mianowicie nie rozciąga się tylko na same narody katolickie lub na tych jedynie, którzy przez przyjęcie chrztu według prawa do Kościoła należą, chociaż ich błędne mniemania sprowadziły na bezdroża albo niezgoda od miłości oddzieliła, lecz panowanie Jego obejmuje także wszystkich niechrześcijan, tak, iż najprawdziwiej cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa(28). - I wszystko jedno, czy jednostki, czy rodziny, czy państwa, gdyż ludzie w społeczeństwa zjednoczeni nie mniej podlegają władzy Chrystusa jak jednostki. On jest zaiste źródłem zbawienia dla jednostek i dla ogółu: I nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni(29). On jest sprawcą pomyślności i prawdziwej szczęśliwości tak dla pojedyńczych obywateli, jak i dla państwa: Nie przez co innego szczęśliwe państwo - a przez co innego człowiek, państwo bowiem nie jest czym innym, jak zgodnym zrzeszeniem łudzi(30). Niech więc nie odmawiają władcy państw publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, lecz niech ten obowiązek spełnią sami i wraz z ludem swoim, jeżeli pragną powagę swą nienaruszoną utrzymać, i przyczynić się do pomnożenia szczęścia swej ojczyzny. To bowiem, cośmy na początku Naszego Pontyfikatu napisali o zmniejszeniu się powagi prawa i poszanowania dla władzy, to samo i do czasów dzisiejszych zastosować można: "Gdy Boga i Jezusa Chrystusa - takeśmy się żalili - usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać. Z tego powodu musiało być wstrząśnięte całe społeczeństwo ludzkie, gdyż brakło mu stałej i silnej podstawy"(31).

Przeto, jeżeliby kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa, jak należyta wolność, jak porządek i uspokojenie, jak zgoda i pokój. Jak bowiem królewska godność Pana naszego otacza powagę ziemską książąt i władców pewną czcią religijną, tak też uzacnia obowiązki i posłuszeństwo obywateli. Dlatego to Paweł Apostoł, chociaż nakazał żonom, aby w mężach swych, a sługom, aby w panach swych Chrystusa czcili, to jednak polecił im, aby im byli posłuszni nie jako ludziom, lecz jedynie dlatego, iż oni zastępują Chrystusa, gdyż nie godzi się, aby ludzie przez Chrystusa odkupieni służyli ludziom. Zapłatąście kupieni, nie stawajcie się niewolnikami ludzkimi(32). Jeżeli panujący i prawowici przełożeni mieć będą to przekonanie, że wykonują władzę nie tyle z prawa swego, jak z rozkazu i w zastępstwie Boskiego Króla, każdy to zauważy, jak święcie i mądrze będą używać swojej władzy i jak bardzo zważać będą, wydając prawa i polecając je spełniać, na dobro ogółu i na godność ludzką swoich podwładnych. Oczywiście, że wskutek tego zakwitnie pokój i wewnętrzny porządek się ustali, gdyż wszelka przyczyna zaburzenia będzie usunięta; albowiem chociaż obywatel patrzeć będzie na panującego i innych rządców państwa jako na ludzi do niego z natury podobnych lub może nawet z jakiejś przyczyny niegodnych i na naganę zasługujących, to mimo to nie odmówi im swego posłuszeństwa, gdyż w nich samych widzieć będzie obraz i powagę Chrystusa Boga i Człowieka. Co się zaś tyczy dobrodziejstw zgody i pokoju, jasną jest rzeczą, że im szersze się wytwarza królestwo i wszystkich ludzi obejmuje, tym bardziej ludzie stają się świadomi tej łączności, która ich jednoczy; a świadomość ta jak oddala i usuwa częste zatargi, tak też łagodzi i zmniejsza przykrości tych zatargów. Dlaczegoż więc, gdyby Królestwo Chrystusa objęło w rzeczy samej wszystkich, jak ich z prawa obejmuje, mielibyśmy wątpić o tym pokoju, jaki Król pokoju przyniósł na ziemię, Ten - mówimy - który przyszedł pojednać wszystko, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby sam służył i który będąc Panem wszystkich dał Siebie za przykład pokory i ustanowił szczególnie prawo nakazujące miłość, Ten wreszcie, który wyrzekł: jarzmo moje słodkie jest a brzemię moje lekkie? O, jakiegoż zażywalibyśmy szczęścia, jeżeliby poszczególni ludzie i rodziny i państwa pozwoliły się rządzić Chrystusowi. "Wówczas to wreszcie - że użyjemy słów, które poprzednik nasz Leon XIII przed 25 laty do wszystkich biskupów wypowiedział - będzie można uleczyć tyle ran, wówczas to będzie nadzieja, że prawo dawną powagę odzyska, miły pokój znowu powróci, z rąk miecze i broń wypadną, gdy wszyscy chętnie przyjmą panowanie Chrystusa i posłuszni Mu będą a każdy język wyznawać będzie, że Pan nasz Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca"(33).

Otóż, aby te upragnione korzyści obficie mogły spłynąć na społeczeństwo chrześcijańskie i na stałe w nim pozostać, trzeba rozszerzać wśród ludu jak najbardziej znajomość o królewskiej godności Zbawiciela naszego; a do tego celu nic bardziej się nie przyczyni jak ustanowienie własnego i osobnego święta Chrystusa - Króla. Albowiem celem pouczenia ludzi w prawdach wiary i podniesienia ich przez nie do radości życia wewnętrznego daleko skuteczniejsze są doroczne obchody świętych tajemnic, niż choćby najpoważniejsze dowody Kościoła nauczającego; te bowiem zazwyczaj dostępne są niewielkiej tylko liczbie mężów uczonych, ale tamte zajmują i pouczają wszystkich wiernych; te raz jeden, tamte corocznie i wiecznie, że się tak wyrazimy, do ludzi przemawiają; pierwsze oddziałują przede wszystkim na umysł, drugie na umysł i serce a więc na całego człowieka zbawienny wpływ wywierają. I w rzeczy samej, skoro bowiem człowiek składa się z duszy i ciała, zewnętrzne uroczystości świąt mają go tak poruszyć i pobudzić, aby przez rozmaitość i piękność św. obrzędów pełniej zaczerpnął z prawd Bożych, któryby całą istotę jego przejęły i w ten sposób przyniosły mu obfite korzyści w życiu duchownym.

Historia stwierdza zresztą, że tego rodzaju uroczystości wówczas były zaprowadzane w ciągu wieku jedna po drugiej, gdy potrzeby i korzyści ludu chrześcijańskiego zdawały się ich domagać, a mianowicie: gdy lud miał być umocnionym we wspólnym niebezpieczeństwie albo utwierdzony przed zasadzkami błędów heretyckich, albo gdy miał być poruszonym i zapalonym, aby rozważał z większą pobożnością jaką tajemnicę wiary lub pewne dobrodziejstwo Boże. Jakoż, począwszy od pierwszych wieków, gdy chrześcijanie najokrutniej byli prześladowani, zaczęto czcić pamięć Męczenników w świętych obrzędach, aby uroczystości Męczenników - jak świadczy św. Augustyn - były zachętą do męczeństwa(34); do wydoskonalenia się zaś w cnotach, o które chrześcijanie i w czasach pokoju powinni koniecznie zabiegać, przedziwnie przyczyniły się uroczystości obchodzone w późniejszych czasach na cześć św. Wyznawców, Dziewic i Wdów. Lecz przede wszystkim święta na cześć Najświętszej Panny ustanowione sprawiły, że lud chrześcijański nie tylko pobudził się do żywszej czci ku Bożej Rodzicielce, najłaskawszej Opiekunce swojej, lecz także ukochał Ją serdeczniej jako Tę, którą Odkupiciel jakby testamentem za Matkę mu przeznaczył. Do dobrodziejstw, które spłynęły z obchodów publicznych i prawnie zaprowadzonych na cześć Boga Rodzicy i Świętych, zaliczyć przede wszystkim trzeba to, iż Kościół w każdym czasie oddalał zwycięsko zarazę herezji i błędów. I w tym podziwiajmy mądrość Opatrzności Bożej, która jak nawet ze zła zwykła wyprowadzać dobre, dopuszczała również, aby wiara i pobożność ludów osłabła albo fałszywe nauki na wiarę katolicką nastawały, lecz dopuszczała w tym celu, aby prawda nowym jakimś zajaśniała blaskiem, wiara zaś ze snu zbudzona do wyższych i świętszych rzeczy zdążała. Podobny miały również początek i podobne owoce wydały uroczystości, które w mniej odległych czasach włączone zostały w okres roku liturgicznego; tak np., gdy poszanowanie i cześć Najświętszego Sakramentu zmalały, ustanowiono święto Bożego Ciała, w ten sposób obchodzone, aby wspaniałe obrzędy i modlitwy przez całą Oktawę odprawiane wzywały ludzi do oddania Panu czci publicznej; tak też wprowadzono uroczystość Serca Jezusowego właśnie wówczas, gdy dusze osłabione i zniechęcone przygnębiającą i przesadną surowością Jansenistów zupełnie wyziębły i trwożliwie unikały miłości Bożej i nadziei zbawienia.

Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa - Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa. Zaczęło się bowiem od tego, że przeczono panowaniu Chrystusa Pana nad wszystkimi narodami; odmawiano Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana, aby prowadził ludzi do szczęścia wiekuistego. I wtedy to zaczęto powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi religiami fałszywymi i stawiać ją bezczelnie w tym samym rzędzie; następnie podporządkowano ją pod władzę świecką i wydano ją prawie na samowolę rządu i panujących; dalej jeszcze poszli ci, którzy umyślili sobie, że należy zastąpić religię Bożą jakową religią naturalną, naturalnym jakimś wewnętrznym odruchem. A nie brakło i państw, które sądziły, że mogą się obejść bez Boga i że ich religią to - bezbożność i lekceważenie Boga. To też z boleścią w sercu skarżyliśmy się w Encyklice: Ubi arcano i dzisiaj bolejemy nad gorzkimi owocami, jakie tego rodzaju odstępstwo od Chrystusa wydało tak dla pojedynczych obywateli, jak i dla państw i to tak często i na tak długie lata, a są nimi: nasienie niezgody wszędzie porozsiewane, płomienie zazdrości i nieprzyjaźni objęły narody, co powoduje dotąd tak wielką zwłokę w pojednaniu ludów; nieposkromione pragnienia, które często pokrywają się płaszczykiem dobra publicznego i miłości ojczyzny, a z których powstaje rozdwojenie wśród obywateli i ślepy a niepomierny egoizm, na nic innego nie zważający, jak tylko na własną korzyść i na własne dobro i tą jedynie miarą wszystko inne mierzący; zburzony zupełnie pokój domowy wskutek zapomnienia i zaniedbania obowiązków; węzły rodzinne rozluźnione i trwałość rodzin zachwiana; całe wreszcie społeczeństwo do głębi wstrząśnięte i ku zagładzie idące. Mamy więc silną nadzieję, że uroczystość Chrystusa - Króla, którą odtąd corocznie obchodzić będziemy, sprowadzi na nowo społeczeństwo do najukochańszego Zbawiciela. Byłoby - oczywiście - rzeczą katolików, aby ten powrót swoją pracą i działalnością przygotowali i przyspieszyli; jednakowoż wielu z nich nie zajmuje w tzw. życiu społecznym tego stanowiska ani niema takiego znaczenia, jakie mieć powinni ci, którzy niosą pochodnię prawdy. To niekorzystne położenie należy może przypisać opieszałości i bojaźliwości dobrych, którzy nie chcą się sprzeciwiać lub zbyt łagodnie się opierają, wskutek czego przeciwnicy Kościoła z większym zuchwalstwem i hardością występują. Lecz, jeżeliby wszyscy wierni zrozumieli, że pod sztandarem Chrystusa - Króla dzielnie i zawsze walczyć powinni, wówczas z apostolskim zapałem usilnie starać się będą, aby dusze zbłąkane i nieoświecone pojednać z Panem i staną na straży, by prawa Boże nienaruszone zostały.

A ponadto, czyż nie jest widocznym, że doroczna uroczystość Chrystusa - Króla, wszędzie odprawiana, przyczyni się do oskarżenia tego publicznego odstępstwa, któremu z wielką szkodą dla społeczeństwa dało początek zeświecczenie - i do naprawienia tego zła? Albowiem, im więcej najsłodsze Imię naszego Odkupiciela niegodziwym milczeniem się pomija na międzynarodowych zebraniach i w parlamentach, tym głośniej wyznawać Je należy i tym usilniej uznawać prawa królewskiej godności i władzy Chrystusa Pana.

A cóż do ustanowienia tego święta przyczyniło się i w czym widzimy już od końca zeszłego wieku pomyślne i znakomite przygotowanie drogi dla tej uroczystości? Oto wszyscy wiemy, jak mądrze i jasno wykazały liczne książki, wydawane na całym świecie w różnych językach, potrzebę tej uroczystości; do uznania panowania i władzy Chrystusa przyczynił się również pobożny zwyczaj, iż niezliczone prawie rodziny oddawały się i poświęcały Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Co prawda, to nie tylko rodziny tak czyniły, lecz i społeczeństwa i państwa, a nawet cały rodzaj ludzki, za sprawą i pod przewodnictwem Leona XIII, poświecił się temuż Boskiemu Sercu - a było to pod koniec Miłościwego Lata, roku tysiąc dziewięćsetnego. Nie należy również pominąć milczeniem, że do uroczystego uznawania tejże królewskiej władzy Chrystusa nad społeczeństwem ludzkim przyczyniły się przedziwnym sposobem bardzo częste Kongresy eucharystyczne, jakie w naszych czasach zbierać się zwykły, gdyż one do tego zdążały by wierni, czy z poszczególnych diecezji, czy krajów, czy narodów, czy nawet z całego świata, zwołani dla oddania czci Chrystusowi - Królowi, pod osłonami sakramentalnymi się ukrywającemu, oddali hołd Chrystusowi, jako Królowi Niebieskiemu, przez wygłoszone przemowy na zebraniach i kazania w świątyniach, przez wspólną adorację przed Najśw. Sakramentem publicznie wystawionym i przez wspaniałe obchody. Słusznie i sprawiedliwie można by powiedzieć, że lud chrześcijański, poruszony niebieskim natchnieniem, pragnie Tego Jezusa, którego ludzie niegodziwi, gdy do swoich przyszedł, przyjąć nie chcieli, wyprowadzić z zacisza i ukrycia świętych przybytków - i wiodąc Go w triumfalnym pochodzie po ulicach miasta, przywrócić Mu wszystkie prawa królewskie.

Także i obecny Rok Święty, dobiegający już do końca, daje nam dogodną sposobność, nad którą nie widzimy lepszej, do wykonania wspomnianego zamiaru Naszego, gdyż Bóg najłaskawszy, podniósłszy dusze i serca wiernych ku pożądaniu dóbr niebieskich, które zmysł wszelki przewyższają, albo ich łaską Swoją na nowo obdarzył albo też, pobudziwszy ich do usilnego starania się o wyższe rzeczy, umocnił ich, aby do zbawienia właściwą szli drogą. Czy więc weźmiemy pod uwagę przedłożone Nam rozliczne prośby, czy też spoglądniemy na to, co się działo w czasie wielkiego Jubileuszu, znajdziemy zupełnie wystarczającą przyczynę, iż nadszedł wreszcie uprawniony przez wszystkich dzień, w którym możemy ogłosić, że należy uczcić Chrystusa jako Króla całego rodu ludzkiego, osobnym i szczególnym świętem. W tym bowiem Roku, jak na początku powiedzieliśmy, ten Król Niebieski, prawdziwie dziwny w Świętych swoich, nowym zastępem bojowników odznaczonych godnością świętych, chwalebnie uwielbion jest; w tym również Roku podziwiać mogli wszyscy na niezwykłej wystawie przedmiotów i prac, odniesione zwycięstwa przez zwiastunów ewangelii dla rozszerzenia Królestwa Chrystusowego; w tym wreszcie roku uczciliśmy uroczystym obchodem pamięć Soboru Nicejskiego, który obronił współistotność Słowa Wcielonego z Ojcem, a na tej prawdzie, jakby na swoim fundamencie, opiera się panowanie Chrystusa nad wszystkimi narodami.

A przeto powagą Naszą Apostolską ustanawiamy święto Pana Jezusa Chrystusa - Króla, które ma być na całym świecie obchodzone rok rocznie w ostatnią niedzielę miesiąca października, tj. w niedzielę, poprzedzającą bezpośrednio uroczystość Wszystkich Świętych. Polecamy również, aby w tym samym dniu corocznie odnawiano poświęcenie się Sercu Pana Jezusa, który to akt śp. Poprzednik Nasz Prus X każdego roku odnawiać nakazał; w tym tylko jednak roku to poświęcenie się chcemy urządzić 31. tego miesiąca, w dniu, w którym sami odprawimy Najświętszą, Ofiarę na cześć Chrystusa - Króla i zarządzimy, by poświęcenie to odbyło się w Naszej obecności. Sądzimy bowiem, że tym sposobem Rok Święty lepiej i stosowniej zakończymy i Chrystusowi, Królowi wieków, nieśmiertelnemu, serdeczniejszą wdzięczność wyrazimy - w czym jesteśmy tłumaczem uczuć wdzięczności całego świata katolickiego - za dobrodziejstwa udzielone w tym czasie świętym Nam samym, Kościołowi i wszystkim wiernym.

Niema też powodu, Czcigodni Bracia, długo i wiele wyjaśniać, dlaczego ustanowiliśmy uroczystość Chrystusa - Króla, jako oddzielną od innych świąt, które również oznaczają i czczą poniekąd Jego królewską godność. Na jedno bowiem należy zwrócić uwagę: że choć we wszystkich uroczystościach Pana naszego Chrystus jest przedmiotem czci, to jednak w powodach tej czci nic jest uwzględniona władza i imię królewskie Chrystusa. Zapowiedzieliśmy zaś tę uroczystość na niedzielę dlatego, by nie tylko duchowieństwo, odprawiając Msze św. i odmawiając pacierze kapłańskie, oddawało cześć niebieskiemu Królowi, lecz by i lud, wolny od zajęć codziennych, sercem radosnym pięknie zaświadczył, że Chrystusowi jest posłuszny i poddany. Na tę zaś uroczystość wydała się nam ostatnia niedziela października dlatego odpowiedniejszą, niż inne, bo ona zamyka prawie okres roku kościelnego; w ten sposób doroczne uroczystości, w których święcimy pamięć tajemnic żywota Jezusa Chrystusa, zakończą się i pomnożą świętem Chrystusa Króla - i - zanim obchodzić będziemy chwałę Wszystkich Świętych, w przód sławić i chwalić będziemy Tego, który triumfuje we wszystkich Świętych i wybranych swoich. Niechaj więc obowiązkiem i staraniem Waszym będzie, Czcigodni Bracia, aby w dniu oznaczonym przed tą doroczną uroczystością wygłoszono w każdej parafii kazania do ludu, w którychby ten lud dokładnie pouczony o istocie, znaczeniu i ważności tego święta, wezwano, by tak życie urządził i ułożył, iżby ono odpowiadało życiu tych, którzy wiernie i gorliwie słuchają rozkazów Boskiego Króla.

Pozwólcie jeszcze, Czcigodni Bracia, że kończąc ten List Nasz, pokrótce zaznaczymy, jakie to korzyści obiecujemy Sobie i jakich się spodziewamy z tej publicznej czci Chrystusa - Króla i dla Kościoła, i dla społeczeństw świeckich i dla poszczególnych wiernych.

Przez oddawanie tej czci publicznej Królowaniu Pańskiemu muszą sobie ludzie przypomnieć, że Kościół, ustanowiony przez Chrystusa jako społeczność doskonała, żąda dla siebie z prawa mu przysługującego, którego zrzec się nie może, pełnej wolności i niezależności od władzy świeckiej, i że w wypełnianiu powierzonego sobie przez Boga posłannictwa - nauczania, rządzenia i prowadzenia wszystkich do wiecznej szczęśliwości, którzy do Królestwa Chrystusowego należą, nie może zależeć od czyjejś woli. Tę samą wolność ma zostawić państwo członkom Zakonów i Kongregacji męskich i żeńskich, którzy są przecież najdzielniejszymi pomocnikami Pasterzy Kościoła i jak najbardziej przyczyniają się do rozszerzenia i utrwalenia Królestwa Chrystusowego, już to zwalczając potrójną pożądliwość świata przez śluby zakonne, już to dążąc do doskonałości i starająć się, by świętość, która według woli Boskiego Założyciela ma Kościół zdobić i znanym go czynić, wiecznie i coraz to wspanialszym blaskiem jasno świeciła przed oczyma wszystkich ludzi.

Doroczny obchód tej uroczystości napomni także i państwa, że nie tylko osoby prywatne, ale i władcy i rządy mają obowiązek publicznie czcić Chrystusa i Jego słuchać: przypomni im bowiem sąd ostateczny, w którym ten Chrystus, co Go nie tylko z państwa wyrzucono, lecz przez wzgardę zapomniano i zapoznano, bardzo surowo pomści te zniewagi, ponieważ godność Jego królewska tego się domaga, aby wszystkie stosunki w państwie układały się na podstawie przykazań Bożych i zasad chrześcijańskich tak w wydawaniu praw i w wymiarze sprawiedliwości, jak i w wychowaniu i wykształceniu młodzieży w zdrowej nauce i czystości obyczajów.

A ponadto ileż przedziwnej mocy i siły będą mogli zaczerpnąć wierni z rozważania tych rzeczy, by dusze swoje ukształcić według prawideł życia chrześcijańskiego. Albowiem, skoro Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi: skoro ludzie najdroższą Krwią Jego odkupieni, nowym jakby prawom poddani zostali Jego panowaniu: skoro wreszcie panowanie Jego całą naturę ludzką obejmuje, jasną jest rzeczą, że nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania. Trzeba więc, aby Chrystus panował w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa; niech Chrystus króluje w woli, która powinna słuchać praw i przykazań Bożych; niech panuje w sercu, które, wzgardziwszy pożądliwościami, ma Boga nade wszystko miłować i do Niego jedynie należeć; niech króluje w ciele i członkach jego które jako narzędzia, lub - że słów św. Pawła Apostoła użyjemy(35): jako zbroja sprawiedliwości Bogu, mają przyczynić się do wewnętrznego uświęcenia dusz. Co wszystko, jeżeli wiernym będzie należycie przedstawione do rozpamiętywania i rozważania, o wiele łatwiej będzie ich można pociągnąć do najwyższej doskonałości. Oby się to stało, Czcigodni Bracia, iżby nie należący do Kościoła zapragnęli i przyjęli dla dobra swego zbawienia słodkie jarzmo Chrystusowe, a my wszyscy, którzy z miłosiernej Opatrzności Boskiej jesteśmy Jego domownikami, abyśmy nie ociężale, lecz gorliwie, chętnie i święcie to jarzmo nosili: gdy zaś życie nasze dostosuje się do praw Boskiego Królestwa, serdecznie radować się będziemy z obfitości zbawiennych skutków, a jako dobrzy i wierni słudzy Chrystusowi, staniemy się uczestnikami wiecznej szczęśliwości w Jego Królestwie niebieskim.

To życzenie przy zbliżającej się uroczystości Narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie dowodem Naszej ojcowskiej miłości względem Was, Czcigodni Bracia; a jako zadatek łask Bożych, przyjmijcie Apostolskie Błogosławieństwo, którego Wam, Czcigodni Bracia, Duchowieństwu i ludowi Waszemu najmiłościwiej udzielamy.

Dan w Rzymie u Św. Piotra, dnia 11 miesiąca grudnia, Roku Świętego 1925, w czwartym roku Naszego Pontyfikatu.

PIUS PP. XI
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Bóg nie ześle pokoju, jeśli modli się o niego Hindus


Christopher Ferrara, publicysta magazynu tradycyjnych katolików „Remnant"
Rz: Papież Benedykt XVI rozmawiał w Asyżu z 300 przywódcami duchowymi z całego świata. Jak to spotkanie oceniają tradycyjni katolicy?

Christopher Ferrara: To skandal! Czym innym jest bowiem potępianie przemocy, a czym innym zgromadzenie w tak świętym miejscu jak Asyż przywódców najróżniejszych wyznań. Pius XI w encyklice „Mortalium animos" mówił, że poważnym błędem jest urządzanie zjazdów i zebrań zgodnie z przekonaniem, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne i że w równy sposób dążą do uznania panowania Boga.

Tymczasem spotkanie w Asyżu wysyła w świat taki właśnie przekaz, że wszystkie religie – hinduizm, islam, zoroastryzm, animizm czy Joruba – tak naprawdę za bardzo się nie różnią.

W przeciwieństwie do 1986 roku, tym razem nie było nawet wspólnej modlitwy. Skąd więc takie kontrowersje?

Jeśli wikariusz Chrystusa spotyka się z przedstawicielami wielu różnych, często sobie wzajemnie zaprzeczających religii, z których niektórzy wierzą w demony i duchy, i nic nie mówi o błędach ich religii, to sugeruje, że ich modlitwa jest potrzebna dla pokoju na świecie. Powinien uczyć ich wiary Chrystusa, głosić ewangelię. Bo przecież Pius XI nauczał i cały Kościół naucza, że jedynym dawcą prawdziwego pokoju może być Jezus Chrystus. Bóg nie ześle pokoju, bo modli się o niego Hindus czy animista. Zastanawiam się, kiedy Watykan znów zacznie mówić, że jedyną drogą do pokoju na świecie jest droga przez Jezusa Chrystusa, przez Kościół katolicki.

Jak takie spotkania wpływają na Kościół?

Gdyby Pius XI dzisiaj żył i zobaczył, co się dzieje w Asyżu, to trzeba by go odwieźć do szpitala. Musimy uniknąć sytuacji, w której wiara zostanie rozcieńczona, tak jak polityka. Religia to nie polityka. Nie powinniśmy myśleć o tym, że możemy „przegrać następne wybory". I dlatego musimy protestować.

Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/artykul/11,740867-Bog-nie-zesle-pokoju--jesli-modli-sie-o-niego-Hindus.html
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
MOC i PIĘKNO RÓŻAŃCA -"Różaniec Maryi jest potężniejszy niż najpotężniejsze zło"


 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
FSSPX
wykład ks. Karola Stehlina o Różańcu


 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Święci i Święte Boże
Żywot świętego
Szymona i Judy (Tadeusza),
apostołów

(żyli około roku Pańskiego 60)



Kościół zachodni obchodzi pamiątkę tych dwóch apostołów razem, natomiast wschodni osobno.

Szymon, którego dla odróżnienia od św. Piotra zowią "Chananejczykiem" i "Zelotą" (gorliwym), był podobno rodem z Kany Galilejskiej i był owym narzeczonym, którego gody ślubne uczcili Jezus i Maryja swą obecnością. Cud zamienienia wody w wino był, jak głosi podanie, powodem, że za zezwoleniem swej narzeczonej poszedł za Chrystusem i odznaczając się wielką gorliwością w głoszeniu Ewangelii i staraniu się o zbawienie dusz, zyskał sobie nazwę "Zeloty" czyli "gorliwego". Wykształcony przez Jezusa na apostoła i zbrojny darami Ducha św., niósł pochodnię Ewangelii świętej pomiędzy żydów i pogan i zeszedł się później w Persji z Juda apostołem.

Juda, którego dla odróżnienia od Judasza Iskarioty zowią także "Tadeuszem", czyli "Lebeuszem", tj. "odważnym", był synem Kleofasa, brata świętego Józefa i Marii, krewnej Najświętszej Maryi Panny. Apostoł św. Jakub Młodszy i św. Szymon byli jego rodzonymi braćmi. Przed powołaniem na urząd apostolski żył w szczęśliwym małżeństwie z Marią i trudnił się uprawą roli. Tym większa przeto zasługa jego i dobrowolna ofiara, że opuścił wszystko, drogą żonę, miłe dziatki i mozolnie zebrany majątek, i poszedł za Jezusem, ażeby ostatecznie ponieść śmierć męczeńską. Przy ostatniej wieczerzy, gdy Pan Jezus oświadczył, że tylko tym się objawi, którzy Go miłują, przerwał Mu pytaniem: "Panie, dlaczego objawiasz nam, a nie światu?" - Widać stąd, że i on razem z innymi spodziewał się, że Pan Jezus założy królestwo na ziemi i jako król ziemski uszczęśliwi żydów. Jezus sprostował jego błędne mniemanie tymi słowy: "Kto Mnie miłuje, chowa słowa Moje i Ojciec Mój miłuje Go: przyjdziemy do Niego i mieszkać u Niego będziemy".

Podanie mówi, że po Zielonych Świątkach Juda w Arabii i Syrii gorliwie szerzył wiarę chrześcijańską i że w Persji zeszedł się z Szymonem. Król Bodarach wysyłał podówczas do Indii wojsko i pytał bogów, jaki będzie koniec wyprawy. Ci odpowiedzieli, że dopóty mu na to nie odpowiedzą, póki cudzoziemcy Szymon i Juda będą przebywać w kraju. Król, zaciekawiony, kazał stanąć przed sobą mężom, których tak mocno lękali się bogowie. Gdy apostołowie stanęli przed nim, rozkazali pogańskim kapłanom, aby zabrali głos i oświadczyli, jaki będzie skutek wojny. Ci przepowiedzieli, że walka będzie długa i krwawa. "Kłamiecie - rzekli apostołowie. - Jutro około godziny trzeciej, królu, staną przed tobą posłowie indyjscy, aby cię prosić o pokój i poddać ci się". Bodarach kazał uwięzić i apostołów i wróżbitów, aby się przekonać, kto mówi prawdę. Gdy nazajutrz ziściły się słowa apostołów, uradowany król poszedł do nich do więzienia i chciał kapłanów pogańskich skazać na śmierć, ale na prośbę Szymona i Judy darował im życie. Dyszący zemstą kapłani nasłali na apostołów dwóch czarowników, którzy wypuścili na nich wielkie węże, aby tym sposobem zmusić ich do ucieczki z kraju, ale srogie gady na rozkaz apostołów rzuciły się na swoich panów, a poturbowawszy ich mocno, uciekły.

Bez przeszkody odtąd głosili Szymon i Juda Ewangelię świętą, czynili różne cuda i nawrócili niemal całe królestwo do wiary Chrystusowej. Postępy chrześcijaństwa, burzenie świątyń pogańskich albo zamienianie ich na kościoły, wprawiały pogańskich kapłanów w rozpacz, zaczęli więc burzyć lud i tak go rozjątrzyli, że pojmano Szymona i Judę w mieście Suanirze, sponiewierano ich i zawiedziono przed posągi słońca i księżyca, żądając, aby złożyli im ofiarę i wyparli się Chrystusa. Gdy wskutek modłów apostołów bałwany spadły z ołtarzy i potłukły się w drobne kawałki, lud wpadł we wściekłość i rzucił się na nich aby ich zamordować. Po długich mękach przepiłowano Szymona wzdłuż, a Judę stracono mieczem. Część ich zwłok spoczywa w Rzymie. Święty Juda pozostawił pismo apostolskie, przestrzegające przed kacerzami.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Zawsze Wierni
Asyż 2011: Hermeneutyka sprzeczności

Zapowiedź uczestnictwa Ojca Świętego Benedykta XVI w kolejnym spotkaniu międzyreligijnym w Asyżu stanowiła dla obserwatorów i komentatorów życia religijnego olbrzymie zaskoczenie. Swej radości nie kryli kościelni moderniści, a sile ich entuzjazmu dorównywało tylko zdumienie i rozczarowanie tradycyjnych katolików.

W noworoczne południe, po odmówieniu wraz z wiernymi modlitwy Angelus Domini, Ojciec Święty powiedział: „W orędziu na dzisiejszy Światowy Dzień Pokoju[1] miałem możność podkreślić, że wielkie religie mogą stanowić ważny czynnik jedności i pokoju dla rodziny ludzkiej i w związku z tym przypomniałem, że w bieżącym, 2011 roku przypadnie 25. rocznica Światowego Dnia Modlitwy o Pokój, jaki wolą czcigodnego Jana Pawła II odbył się w Asyżu w roku 1986. (…) Dlatego w październiku tego roku — kontynuował papież — udam się z pielgrzymką do miasta świętego Franciszka, zachęcając do przyłączenia się do tej wędrówki braci chrześcijan rozmaitych wyznań, przedstawicieli światowych tradycji religijnych oraz symbolicznie wszystkich ludzi dobrej woli, w celu wspomnienia tego historycznego gestu mego poprzednika i uroczystego odnowienia zaangażowania wiernych wszystkich religii w przeżywanie własnej wiary religijnej jako służby sprawie pokoju”.

Równoważenie skrajności

W ciągu kilku lat, przez które zasiada na Tronie Piotrowym, Ojciec Święty Benedykt XVI zdążył przyzwyczaić katolickich konserwatystów, wciąż wiążących z jego osobą nadzieje na istotny zwrot ku Tradycji, do mniejszych lub większych niespodzianek. Niemal normą stało się „równoważenie” decyzji określanych przez komentatorów jako „ukłony wobec tradycjonalistów” gestami, które postępowe media zrazu i z entuzjazmem określały „kontynuacją linii poprzedniego pontyfikatu”. Autor deklaracji Dominus Iesus powraca do zarzuconej po soborze idei uniatyzmu, przyjmując do Kościoła całe zorganizowane wspólnoty anglikanów, prowadzi rozmowy doktrynalne z Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X, wydaje motu proprio Summorum Pontificum oraz poddaje mahometanizm wyważonej, lecz dobitnej krytyce. — Jednocześnie składa kolejne wizyty w meczetach i synagogach, zmienia tekst wielkopiątkowej modlitwy wzywającej nawrócenia Żydów, bierze udział w nabożeństwach sprawowanych w protestanckich zborach i śle orędzia na kolejne spotkania międzyreligijne organizowane przez wspólnotę św. Idziego…

Dwoistość ta jest niezwykle zastanawiająca, przywodzi bowiem na myśl słowa encykliki św. Piusa X Pascendi Dominici gregis. Święty papież pisał w niej o religijnym modernizmie jako zasadzie ewolucyjnej, o starciu nurtów postępowego i zachowawczego, co w rezultacie prowadzi do równoważenia skrajności i osiągnięcia jakiegoś umiarkowanego stanowiska. Spoglądając zatem przez pryzmat słów św. Piusa X, można w linii obecnego pontyfikatu rozpoznać rys charakterystyczny dla modernizmu.

Tym razem jednak zaskoczenie papieską decyzją było o wiele większe, gdyż w powszechnej pamięci zapisał się rok 1986 i nieobecność kard. Józefa Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, podczas pierwszego spotkania w Asyżu. Miała to być jedna z licznych demonstracji dystansu „pancernego kardynała” wobec ekstrawaganckich inicjatyw papieża Jana Pawła II. „Lojalna przyjaźń między nimi — pisał Wiktor Messori — która szybko przekształciła się w przywiązanie, nie przeszkadzała kardynałowi w wyrażaniu wątpliwości wobec niektórych przedsięwzięć, takich jak synkretyczne parady w Asyżu, prośby o przebaczenie win nieżyjących, mnożenie podróży kosztem codziennego zarządzania Kościołem, nadmiar beatyfikacji i kanonizacji, nadawanie widowiskowego charakteru wydarzeniom religijnym, a nawet obecność gwiazd rocka na papieskim podium i wybór szat liturgicznych zgodnie ze wskazówkami telewizyjnych reżyserów”[2].

Zapewne trudno całkowicie odmówić racji włoskiemu publicyście, ale trzeba też pamiętać, że w roku 2002, podczas kolejnej — by użyć jego słów — synkretycznej parady, Benedykt XVI był już obecny (choć nie pełnił tam pierwszoplanowej roli). Jeśli to jego interwencjom można zawdzięczać, że podczas tego spotkania nie doszło do podobnie gorszących scen jak te, które miały miejsce w roku 1986, gdy wyznawcy lamaizmu oddawali pokłony posążkowi Buddy ustawionemu na tabernakulum jednego z ołtarzy, a afrykańscy animiści mieli w bazylice pw. Św. Klary złożyć ofiarę z pary kurczaków [3], to oczywiście bardzo dobrze. Jest to jednak potwierdzenie tezy, że przyszłemu papieżowi nie chodziło o odstąpienie od samej idei Asyżu, lecz o kompromisowe równoważenie skrajności: „Asyż tak, wypaczenia nie”.

Kamień milowy czy węgielny?

Tym razem jednak papieska deklaracja, inaczej niż za czasów Jana Pawła II, spotkała się z o wiele silniejszym sprzeciwem konserwatywnych środowisk katolickich. W Italii grono intelektualistów wystosowało do papieża Benedykta apel, w którym wyrażono głębokie zaniepokojenie zapowiedzią udziału Następcy Św. Piotra w spotkaniu, które jest powszechnie odczytywane jako akt religijnego synkretyzmu[4]. „Boimy się, że cokolwiek Ojciec Święty powie, gwoli wyjaśnienia, do prostych wiernych, takich jak my — pisali sygnatariusze listu — do całego świata dotrze jeden fakt: Namiestnik Chrystusa nie tylko rozmawia, dyskutuje, prowadzi dialog z przedstawicielami innych religii, ale także modli się z nimi. Zupełnie jakby sposób i cel modlitwy były obojętne. I wielu niesłusznie uwierzy, że Kościół poszedł na kompromis, że uznał — zgodnie z myślą New Age — iż modlitwa zanoszona do Chrystusa, Allaha, Buddy czy Manitu jest w gruncie rzeczy tym samym. Że animistyczna i muzułmańska poligamia, hinduskie kasty czy politeistyczny spirytualizm animistyczny mogą iść w parze z chrześcijańską monogamią, prawem miłości i przebaczenia oraz Bogiem Trójjedynym”.

Także w Polsce, gdzie do niedawna każda, nawet najbardziej konstruktywna krytyka działań papieża równała się niemal świętokradztwu, podniosły się głosy sprzeciwu. Paweł Lisicki, redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”, w tekście zatytułowanym Chętnie pojadę do Asyżu[5] pisał: „Gotów jestem zapalić kadzidełko, świeczkę, uderzyć w bęben i tamburyn. Wystarczy, że ktokolwiek z moich oponentów znajdzie i przedstawi choć jeden przykład zaczerpnięty czy to z Biblii, czy to z dziejów Kościoła — nie obstaję, by był to czas apostołów, wyznawców i męczenników, którzy odmawiali udziału w oficjalnym kulcie pokojowym cesarstwa, niech to będzie inny okres Kościoła przednicejskiego, pokonstantyńskiego, wschodniego lub zachodniego — przykład pochwały wspólnych publicznych modlitw najpierw Izraelitów, a później chrześcijan z wyznawcami innych religii. Jeden przykład proszę i jadę” [6].

Wobec takiego postawienia sprawy przez Pawła Lisickiego zapewne próżno będzie w październiku wypatrywać go w mieście św. Franciszka. Podejmowano już bowiem wielokrotnie próby dowodzenia, że Kościół katolicki prowadził „dialog międzyreligijny” (a przynajmniej był gotowy do jego prowadzenia) na długo przed II Soborem Watykańskim — ale były to próby wielce karkołomne, ośmieszające jedynie ich autorów. Ośmieszające tym bardziej, gdy wychodziły spod piór tradycyjnych katolików, za wszelką cenę chcących bronić papieskich decyzji[7].

Jedną z takich prób, zakrojoną na wielką skalę i bliską sukcesu, jest fałszywe przedstawienie postaci i dziejów Franciszka z Asyżu, który został na nowo „wymyślony” przez swych dzisiejszych współbraci do spółki z ekologami, pacyfistami oraz katolickimi ekumenistami i dialogistami. Zamierzano w ten sposób uczynić postać tego niezwykle popularnego świętego i — jak pisał o nim profesor Franciszek Cardoni — „najbardziej reprezentatywnego i ortodoksyjnego owocu Kościoła czasu wypraw krzyżowych” uzasadnieniem dla tezy, że dialog międzyreligijny nie był soborową nowinką, nieznaną dotąd katolicyzmowi i z nim sprzeczną. Jednym słowem — że soborowa deklaracja Nostra ætate była kamieniem milowym na drodze tego dialogu, a nie jego kamieniem węgielnym.

Soborowy przewrót

Tuż przed Bożym Narodzeniem 1949 r. Kongregacja Świętego Oficjum wydała instrukcję De motione œcumenica (‘O ruchu ekumenicznym’). Dokument odwoływał się do nauczania Piusa XI zawartego w wydanej dwie dekady wcześniej encyklice Mortalium animos. Papież wyraźnie pouczał w niej katolików o błędach i zagrożeniu dla wiary stwarzanym przez synkretystów. „Tak, istnieje grupa ludzi, pozbawionych całkowicie zmysłu religijnego, którzy (…) urządzają kongresy, spotkania (…) z niewierzącymi wszelkiego rodzaju (…) jak i też z tymi, którzy odrzucili Chrystusa. Wyznają oni błędny pogląd, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne. (…) Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i krok po kroku popadają w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera”.

Opierając się na dotychczasowym Magisterium i encyklice, która po okresie nieśmiałych (jak na dzisiejsze graniczące z szaleństwem standardy)[8] eksperymentów „ekumenicznych” na trzy dekady zabezpieczyła Kościół przed zgubnym wpływem religijnego liberalizmu i synkretyzmu, Święte Oficjum wydało instrukcję powtarzającą kilka kapitalnych prawd dotyczących Kościoła i pojmowania jego jedności. Potwierdzono jasno, że Kościół katolicki, jedyny prawdziwy Kościół Chrystusowy, cieszy się jednością i nie ma żadnej potrzeby jakiegoś jej udoskonalania, szczególnie przez przyswajanie doktryn różnych wyznań czy adaptowanie do nich katolickich dogmatów[9]; że wszyscy, którzy niegdyś utracili jedność z Kościołem, mogą ją odzyskać poprzez powrót do niego[10]. Nie utracą przez to nic z prawdy, której poszczególne elementy zapewne znajdują się w wyznawanych przez nich doktrynach – po nawróceniu otrzymają ją jednak pełną i nienaruszoną.

Instrukcja De motione œcumenica okazała się łabędzim śpiewem ortodoksji. Szesnaście lat później, 28 października 1965 roku, podczas kończącego się już II Soboru Watykańskiego ogłoszono najkrótszy bodaj, bo liczący zaledwie pięć punktów soborowy dokument. Deklaracja Nostra ætate, bo o niej mowa, stanowiła doktrynalny wstrząs w dziedzinie eklezjologii, w praktyce niemal odrzucając misyjny charakter Kościoła. W dokumencie wzywającym m.in. do braterstwa między ludźmi, sprzeciwiania się wszelkim formom dyskryminacji i prześladowań religijnych, w kolejnych punktach analizowano sytuację świata współczesnego (łac. nostra ætate, ‘nasz wiek’), zwracając szczególną uwagę na zachodzące w nim procesy globalizacyjne. Nie znalazła się tam jednak żadna szczególna zachęta, by wykorzystać sytuację do wzmożenia misji, lecz — paradoksalnie — postulowano rewizję stosunku Kościoła do innych religii. Po raz pierwszy, w punkcie dotyczącym hinduizmu, buddyzmu oraz „innych istniejących w świecie religii” (bez wskazywania ich z nazwy), w katolickich dokumentach tej rangi znalazło się pozytywne odniesienie do pogaństwa, utrzymującego przecież w mrokach zabobonu poważną część ludzkości. Na dodatek połączono je ze stwierdzeniem, że Kościół „nic nie odrzuca z tego, co w tych religiach jest prawdziwe i święte”, oraz z wezwaniem do katolików, by „przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturowe, które u tamtych się znajdują”. W stosunku do mahometanizmu wzywano do wymazania z pamięci urazów przeszłości, pracy nad wzajemnym zrozumieniem oraz strzeżeniem i rozwijaniem — w interesie całej ludzkości — sprawiedliwości społecznej, dóbr moralnych oraz pokoju i wolności.

Jednak najobszerniejszym i według komentatorów najistotniejszym punktem deklaracji był fragment dotyczący stosunku Kościoła do judaizmu. Stwierdzono w nim, że przymierze Boga z Izraelem nigdy nie zostało zerwane[11], odrzucono pogląd o winie Żydów za śmierć Pana Jezusa[12] oraz potępiono wszelkie przejawy antysemityzmu.

Paweł VI i rabin Heschel

Przyczyn tak szczególnego potraktowania religii żydowskiej można oczywiście upatrywać w dużo silniejszych związkach łączących chrześcijaństwo z judaizmem niż z jakąkolwiek inną religią. Jednak nie bez znaczenia pozostają osobiste wpływy prominentnych wyznawców judaizmu w Kurii Rzymskiej i u samego papieża. Jednym ze współautorów deklaracji Nostra ætate okazał się bowiem… rabin Abraham Jeszua Heschel. Ten warszawski Żyd[13], syn chasydzkiego rabina, absolwent berlińskiego Uniwersytetu Fryderyka Wilhelma i Hochschule für Wissenschaft des Judentums (Wyższej Szkoły Nauk Judaistycznych) oraz wykładowca etyki i mistycyzmu w nowojorskim Jewish Theological Seminary, skierował wraz z członkami Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego memorandum do Ojców soborowych. Dokument zawierał postulaty „akceptacji Żydów jako żydów”, docenienia wartości religii żydowskiej, uznania antysemityzmu za grzech, wzmożenia wysiłków na rzecz wzajemnego poznania się wyznawców judaizmu i chrześcijan oraz ustanowienia ciała kolegialnego zajmującego się relacjami katolicko-żydowskimi. Treść memorandum trafiła do uczestników soboru za sprawą kard. Augustyna Bei, którego Heschel znał jeszcze z czasów studiów w Niemczech. To właśnie kardynał Bea był jednym z głównych, jeśli nie najważniejszym architektem dekretu o ekumenizmie, deklaracji o wolności religijnej i deklaracji Nostra ætate. Dzięki niemu Heschel poznał kard. Jana Willebrandsa — przewodniczącego Sekretariatu ds. Jedności Chrześcijan, któremu później podlegała także Komisja ds. Stosunków Wyznaniowych z Żydami — i zawarł z nim serdeczną przyjaźń. Również dzięki poparciu kard. Bei Heschel był wielokrotnie przyjmowany przez Pawła VI. Energiczne starania Heschela i poparcie obu kardynałów rychło przyniosło owoce — komisje soborowe uwzględniły wszystkie postulaty zawarte we wspomnianym memorandum.

Sam rabin mówił zresztą później o niezwykłej otwartości papieża na prośby przedstawicieli Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego. „Przeprowadziłem rozmowy z papieżem Pawłem VI — napisał Heschel w swoich wspomnieniach. — Nie jest to już tajemnicą. Tajemnicą było, iż jednym z zagadnień, o które walczyłem w przygotowaniu planu dotyczącego Żydów, było wyeliminowanie na zawsze idei misji wśród Żydów. Jednym z największych skandali w historii Kościoła była próba zrobienia z Żydów chrześcijan. W obecnych czasach chrześcijaństwo jest religią, dla której mam wiele szacunku. Ale muszę przypomnieć, iż fakt, że jestem Żydem jest dla mnie tak święty, iż jestem gotów oddać za to swoje życie. Udało mi się przekonać nawet papieża, głowę Kościoła, który osobiście skreślił paragraf odnoszący się do nawrócenia lub misji wśród Żydów”[14].

W jaki sposób rabin Heschel znalazł taki posłuch u papieża i czołowych kardynałów ery soborowej? Być może zbliżył ich liberalny stosunek do religii, który (jak się zdaje) cechował wszystkich uczestników wspomnianych wydarzeń. „Być może jest wolą Boga, aby w obecnej epoce istniała wielość form oddawania Mu czci i wyznawania Go. Różnorodność religii w obecnej epoce jest wolą Boga”[15] — takie poglądy Heschela zapewne bliskie były poglądom części katolickich modernistów, ale wzbudzały krytykę ze strony współwyznawców rabina. Głosy krytyczne szybko jednak umilkły, bo Heschel osiągnął to, co przez setki lat wydawało się dla Żydów zaledwie mrzonką — faktyczne ustanie wśród nich katolickich misji[16].

Historia „dialogu międzyreligijnego” w ramach Kościoła katolickiego jest więc niezwykle krótka i sięga zaledwie lat 20. XX wieku, a próby jego prowadzenia od razu spotkały się z bardzo ostrym papieskim sprzeciwem. Wymowa rewolucyjnej (w najgorszym tego słowa znaczeniu, bo ignorującej wcześniejsze Magisterium i Tradycję) pod tym względem soborowej deklaracji Nostra ætate została jeszcze wzmocniona encykliką Pawła VI Ecclesiam suam, w której papież wyniósł prowadzenie dialogu niemal do rangi najważniejszego zadania Kościoła, również w sferze relacji z innymi wyznaniami chrześcijańskimi, a nawet innymi religiami. Ostatnia, trzecia część encykliki została poświęcona tylko temu zagadnieniu i była pełna zachęt do nawiązania dialogu ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, do których papież zaliczył praktycznie całą ludzkość. W ten sposób Paweł VI uznał dialog za nakaz dany Kościołowi, wskazując, że jego celem powinno być „wzajemne zrozumienie, poznanie, nieustanne i coraz głębsze wsłuchiwanie się w to, co jedna religia ma drugiej do powiedzenia”. Stwierdzenia zawarte w encyklice dodatkowo deprecjonowały misyjne zadanie Kościoła. Autor nie pisał bowiem o „dialogu” jako nawet swego rodzaju sposobie propagowania wiary i nawracania tych, z którymi dialog jest prowadzony, ale jako o działaniu mającym wartość bez względu na okoliczności. Dodatkowo słowa papieża o tym, że „dialog (…) należy uważać jakby za pewien sposób wypełnienia obowiązku apostolskiego”, zdają się udzielać duchowieństwu i wiernym ogólnej absolucji od tradycyjnego obowiązku prowadzenia misji.

O dialogu jako wartości samej w sobie można także przeczytać expressis verbis w wydanym przez Sekretariat ds. Jedności Chrześcijan w 1967 i 1970 roku Dyrektorium ekumenicznym, które owszem, zachęca chrześcijan, by wobec wyznawców innych religii dawali świadectwo chrześcijańskiego życia i wiary, ale także — co niezwykle ważne — poleca „współpracę (…) w nawiązaniu dialogu ściśle religijnego”.

„Dialog ściśle religijny”

Wspomniana zachęta i jej praktyczna realizacja są fundamentem wszystkiego, co doprowadziło do smutnych wydarzeń, jakie miały miejsce w Asyżu w roku 1986, a później także w roku 2002. „Modlitwa o pokój” stanowi bowiem realizację postulatu zawartego w dyrektorium. Wprawdzie komentatorzy polityczni i religijni przy okazji każdego takiego spotkania przypominają o złożonej sytuacji międzynarodowej, która miała lec u podstaw papieskiej decyzji o zwoływaniu do Asyżu „przywódców i przedstawicieli różnych religii” — w roku 1986 miał to być tzw. kryzys libijski, przedłużająca się wojna pomiędzy Irakiem a Iranem oraz rzekome niepowodzenie rozmów rozbrojeniowych prowadzonych w Rejkiawiku przez Michaiła Gorbaczowa i Ronalda Reagana, a w roku 2002 chodziło o zamachy terrorystyczne dokonane rok wcześniej na terytorium Stanów Zjednoczonych — to nie ignorując wcale tych wydarzeń, trzeba mieć świadomość, że żadne z nich nie zagrażało wybuchem światowego konfliktu. Warto również pamiętać, że rok 1986 został ogłoszony przez Organizację Narodów Zjednoczonych „Światowym Rokiem Pokoju”. Wydarzenie w Asyżu było więc kolejną spośród organizowanych przy tej okazji, głośnych, acz niewiele wnoszących „imprez”. Trudno przecież sobie wyobrazić, by spotkanie, w których nie brał udziału nikt (nie licząc papieża), kto miałby choć najmniejszy wpływ na bieżącą politykę mocarstw, mogło przynieść jakieś realne skutki jako polityczna inicjatywa pokojowa. Wydaje się nawet, że mogło być wręcz przeciwnie, gdy weźmie się pod uwagę nerwową reakcję chińskiego MSZ spowodowaną udziałem w asyskich spotkaniach dalajlamy[17], przywódcy Tybetańczyków (otwarte pozostaje pytanie, jaki to miało wpływ na los prześladowanych chińskich katolików).

Jednym słowem: wszelkie dywagacje, jakoby spotkania w Asyżu mogły mieć jakiekolwiek znaczenie dla światowej polityki i mogły zostać wykorzystane przez watykańską dyplomację, należy włożyć między bajki. Asyż miał wymiar jedynie religijny, z czego w Rzymie znakomicie zdawano sobie sprawę. I na tym polega problem.

„Promienie prawdy”

Organizacja Dnia Modlitw o Pokój stanowiła znakomity pretekst do wykonania kolejnego kroku w dziedzinie „dialogu międzyreligijnego”, będącego głośną medialną manifestacją odejścia Kościoła katolickiego od dotychczasowego nauczania w dziedzinie swych relacji z innymi wyznaniami chrześcijańskimi, a przede wszystkim stosunku do innych religii. Chodziło o zaakcentowanie zmiany w tych relacjach, polegającej na tym, że jedności nie pojmuje się już i nie buduje w ramach Kościoła katolickiego, ale przez zbliżanie wyznań do siebie i do Boga. Chrystus ma być rzekomo obecny w każdym spośród tych wyznań, ale w żadnym (także w katolicyzmie!) w pełni, która zostanie osiągnięta dopiero po ostatecznym tryumfie tak pojmowanego ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego. „Jest tylko jeden Kościół, który jest osią zbieżności, jeden Kościół, w którym wszystkie kościoły powinny się zjednoczyć” — jak stwierdził Paweł VI w swoich rozmowach z Janem Guittonem.

To z kolei implikowało zmiany w koncepcji działalności misyjnej. Religie niechrześcijańskie powinny odtąd również stanowić element religijnie zjednoczonej rodziny ludzkiej, albowiem „wszyscy wierzący — jak głosi Gaudium et spes — jakąkolwiek wyznawaliby religię, zawsze w mowie stworzeń słyszeli głos i objawienie Stwórcy”. I podobnie jak w ekumenizmie nie idzie już o to, by bracia odłączeni[18] przyjęli katolicyzm, tak też celem dialogu międzyreligijnego nie ma już być nawrócenie pogan i przyjęcie przez nich chrześcijaństwa. W ten sposób niemal utożsamiono oba pojęcia: ekumenizm i dialog międzyreligijny. Podstawę jedności rodziny ludzkiej ma odtąd stanowić objawienie pierwotne, a oczekiwane powszechne zjednoczenie ma nastąpić drogą zgłębienia przez pogan tego w ich religii, co stanowi odbicie „promieni prawdy”, „tego, co — jak mówi deklaracja Nostra ætate — w tych religiach jest prawdziwe i święte”[19], tak jakby katolicyzm nie miał im do zaoferowania niczego, czego by już nie posiadali, nawet o tym nie wiedząc.

W tej sytuacji trudno oczekiwać, by kolejne spotkanie modlitewne w Asyżu różniło się radykalnie od poprzednich. Owszem, zapewne mocno odciśnie na nim swoje piętno osobowość papieża Benedykta XVI i w ramach równoważenia skrajności nie dojdzie do spektakularnych skandali, mogących zgorszyć „szeregowych” katolickich wiernych, ale spotkanie to nie przybierze również formy dyplomatycznych konsultacji, których uczestnicy mieliby debatować, jak wyznawcy poszczególnych religii mogą wspólnie wpływać na rządy światowych mocarstw, aby te poczuły się w obowiązku przedkładać pokój ponad inne dobra.

Tegoroczny Asyż także został zwołany pod pretekstem „napiętej sytuacji międzynarodowej”. Odniesienie się przy tej okazji przez Ojca Świętego do cierpień zadawanych chrześcijanom w różnych rejonach świata przez wyznawców innych religii budzi jednak w wyznawcach Chrystusa wątpliwości, w jaki sposób propagowanie doktryny „wolności religijnej” i samo spotkanie miałoby ulżyć ich cierpieniom. „Sądzimy, że nowy Asyż 1986 — piszą we wspomnianym już apelu włoscy intelektualiści — nie przyczyni się do uratowania ani jednego chrześcijanina na Wschodzie: ani w komunistycznych Chinach, ani w Korei Północnej, ani w Pakistanie czy w Iraku (…). Wielu wiernych natomiast nie pojmie, dlaczego właśnie w tych krajach w dalszym ciągu ludzie giną męczeńską śmiercią, by nie wyrzec się spotkania nie z jakąś religią, ale z Chrystusem. Tak samo jak apostołowie”. Bo Asyż 2011 również będzie miał charakter na wskroś religijny, tym razem stanowiąc syntezę ortodoksyjnej tezy i soborowej antytezy — zgodnie z przenikliwymi słowami św. Piusa X o modernizmie.

Jakub Pytel


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zawsze wierni w numerze 3/2011 (142)
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

Strona 7 z 64 << < 4 5 6 7 8 9 10 > >>
dnd, d&d dungeons and dragons
 
BREVIARIUM ROMANUM
Breviarium Romanum
Officium Parvum Beatae Mariae Virginis
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Małe Oficjum o NAJŚWIĘTSZEJ MARII PANNIE
JUTRZNIA -NOKTURN na niedziele, poniedziałki i czwartki:
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Bractwo kapłańskie Św. Piusa X
FSSPX
Intencje róż różańcowych
Zniesiona ekskomunika
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Msza Wszech Czasów
Aspersja
MINISTRANTURA
Msza Święta w klasycznym rycie rzymskim
Msza Trydencka Video
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Msza trydencka w Warszawie
Bractwo kapłańskie Św. Piusa X
Parafia Św. Klemensa
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Msza Trydencka w Diecezji Płockiej
Parafia Św. Józefa w Ciechanowie
Płock-Stanisławówka
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Katolicki punkt widzenia
sposób przyjmowania Komunii
Przyjmowanie Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa
Abp Jan Paweł Lenga - o komunii
Siedem kłamstw o Komunii na rękę
Ratzinger na kolana
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Suche dni
Obchód Suchych Dni
Suche dni Zimowe
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Oremus;
Przysięga antymodernistyczna
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Polecam Strony.
Deum Sequere
Qui cantat, bis orat czyli moje boje z muzyką kościelną
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

bratpatryk
13/06/2011
Kościoła. Guido Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji „Ecclesia Dei”

bratpatryk
13/06/2011
Zasadniczym celem jest precyzyjne ustalenie soborowego nauczania. Niektóre obiekcje Bractwa św. Piusa X są bowiem słuszne i odnoszą się do błędnej interpretacji Soboru, która zrywała z Tradycj

pawel281989
31/07/2010
Witam!Poszukuje Pasyjnego Krzyża Serca Jezusowego.Proszę o pomoc. pawel281989

Rysiek
18/03/2010
Dziekuje za tak wspanialy i bogaty program rozmaitosci na tematy religijne i mozliwosc wypowiadania sie. Moim wzorem jest O. Pio gdzie jestem zapisany jako "Geistige Kind" O. Pio Niech B

Rysiek
18/03/2010
Uwazam ze najwyzszy juz czas to zrozumiec jaka jest roznica w przyjmowaniu komunii, cieszy mnie ze wreszcie ten problem jest poruszony. Boze poblogoslaw i wspomoz.

Archiwum
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
ranking stron katolickich
Ranking stron katolickich Ranking stron katolickich
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © 2006

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie